Ale to wołanie nagle ucięło się przeraźliwym, zdwojonym okrzykiem zgrozy, gdyż z głębiny wód wynurzyły się — zwłoki Francuza pochowanego przed dwoma dniami! Hak uczepił mu się pod prawą pachą i oto umrzyk, sztywny i przerażający, kołysał się na wodzie, wystając ponad nią ramionami i głową. Ręce miał przywiązane do boków — i nie miał twarzy... Chłopcy zwalili się jeden przez drugiego na dno łodzi i leżeli bezwładnie przez chwilę. Tymczasem okropna zjawa przytroczona do skróconej liny kołysała się nieopodal.
— Prąd... prąd go tu przyniósł! — ozwał się Harvey drżącymi ustami, jednocześnie po omacku szukając sprzączki pasa.
— O Boże! Ach Harvey! — jęczał Dan. — Pośpiesz się! On tu przyszedł po ten nóż. Oddaj mu go! Zdejmij pas co prędzej!
— Mnie ten pas niepotrzebny! Ja go nie potrzebuję! — krzyczał Harvey. — Nie mogę znaleźć sprzą-ą-czki!
— Prędzej, Harvey! On się trzyma twojej liny!
Harvey usiadł, aby odpiąć pas, i znalazł się wprost naprzeciw głowy okolonej bujnym włosem, ale pozbawionej twarzy.
— On jeszcze wciąż się trzyma — szepnął do Dana. Ten wydobył swój nóż i odciął linę, jednocześnie zaś Harvey cisnął pas daleko w morze. Zwłoki z pluskiem zapadły się w głębię; Dan ostrożnie podniósł się z klęczek, a był bielszy niż otaczająca ich mgła.
— On przyszedł po ten nóż! Tak, on przyszedł po ten nóż! Widywałem wielokroć trupy ludzkie wyciągane trolą i nie bardzo mnie to wzruszało... ale ten przyszedł do nas specjalnie.
— Lepiej by było... lepiej by mi było nie brać noża od ciebie. Wtedy on by się dostał na twoją linę.
— Zdaje mi się, że byłoby to dla nas wszystko jedno. Ale, Harvey, czy widziałeś jego głowę?