— Tak jest, wagonem prywatnym.
Dan spojrzał na swego ojca z wyrazem wcale nie świadczącym o szacunku.
— Opowiadał on nam taką bajdę o jeżdżeniu własną dryndulką zaprzężoną w cztery kucyki — wyrwał się Długi Dżek. — Czy i to było prawdą?
— Zapewne — odparł Cheyne. — Czy było tak, mamusiu?
— Przypominam sobie, że Harvey miał mały wolancik, gdyśmy byli w Toledo — potwierdziła matka.
Długi Dżek gwizdnął.
— O, Disko! — ozwał się, zawierając wszystko w tych słowach.
— Byłem... pomyliłem się w swych rachubach... gorzej niż mieszkańcy Marblehead — wystękał Disko, jak gdyby mu windą wyciągano z gardła te słowa. — Nie chciałem panu uchybić, panie Cheyne, sądząc że chłopiec jest trochę pomylony... ale on wygadywał takie niestworzone rzeczy o jakichś tam pieniądzach... które...
— Opowiadał mi o tym.
— Czy on jeszcze coś panu wielmożnemu opowiadał o mnie? Raz to go porządnie wytłukłem!...