— No, nie odejdę bez wyrównania mej płacy, chyba że chcecie, żeby wam zasekwestrowano We’re Here!
— Juści! Niemal nie zapomniałem! — i wyliczył resztę należności. — Wypełniałeś sumiennie wszystko, do czego zobowiązałeś się umową... a wykonywałeś rzecz każdą tak sprawnie, jak gdybyś przestał być, jakbyś był...
Tutaj Disko sam „zaprzestał”, nie wiedząc, jak skończyć rozpoczęte zdanie.
— ...jakbyś nie widział nigdy prywatnego wagonu? — podpowiedział Dan złośliwie.
— Chodźcie ze mną, a pokażę go wam — rzekł Harvey.
Pan Cheyne został, by pogawędzić z Diskiem, lecz inni z panią Cheyne na czele ruszyli w stronę ogrzewalni kolejowej. Francuzka, panna służąca, narobiła krzyku, widząc ten najazd; Harvey, nie przejmując się tym, bez żadnych wstępów jął przybyłym przedstawiać wszystkie zalety „Konstancji”. Oni w milczeniu spoglądali na wszystko: na wytłaczaną skórę, na srebrne klamki i poręcze, na aksamity, rżnięte szkło, nikiel, brąz, kute żelazo i na boazerie z rzadkich gatunków drewna.
— A mówiłem wam — powtarzał Harvey. — A mówiłem!
Była to ostateczna jego zemsta — i to nader wielkoduszna.
Pani Cheyne zadysponowała obiad, ażeby zaś w bajce, którą Długi Dżek niejednokrotnie później opowiadał, niczego nie zabrakło, ta wielka dama raczyła sama im usługiwać do stołu. Ludzie, nawykli jadać na wąziuchnych stołach w czasie huczącej zawieruchy, umieją zachowywać się przy stole niezwykle przyzwoicie i wytwornie; pani Cheyne, która o tym nie wiedziała, była mile zdziwiona. Miała ochotę przyjąć Manuela na piwnicznego — tak cicho i gracko się sprawiał pośród kruchego szkła i wykwintnych sreber. Tom Platt przypomniał sobie czasy dawnej chwały na pokładzie Ohio oraz maniery cudzoziemskich potentatów, którzy jadali obiady z oficerami, zaś Długi Dżek, jak to Irlandczyk, wszystkich do syta bawił swą gawędą.
Tymczasem w kajucie We’re Here obaj ojcowie osłonięci dymem cygar wzajemnie się sondowali.