— Ja całkiem inaczej patrzę na te rzeczy — wtrącił Tom Platt ze swej pryczy, zapalając celem rozjarzenia fajki zapałkę, która jaskrawym blaskiem oświeciła mu naznaczone blizną oblicze. — Rozum sam mówi, że morze to morze... a można by się jeszcze spierać o to, co się bardziej przyda w tym wypadku, świece czy nafta.

— Jednakże — ozwał się Długi Dżek — dobrze to mieć przyjaciela w sądzie. Ja to myślę tak jak Manuel. Model starej brudnej Kathleen, który dłubałem cały miesiąc, dałem księdzu, a on go powiesił nad ołtarzem. Lepiej dać model, który przecież wymaga jakiej takiej sztuki, aniżeli jakąś tam świecę. Świec można kupować na funty, zaś model daje świadectwo, żeś zadał sobie trudu i że jesteś Bogu wdzięczny.

— Czy ty w to wierzysz, Irlandczyku? — zapytał Tom Platt, obracając się na łokciu.

— Czy bym tak zrobił, gdybym nie wierzył, mój Ohio?

— No tak! Enoch Fuller zrobił model starego Ohio... dziś znajduje się w muzeum salemskim. Bardzo piękny model... ale tak mi się widzi, że Enoch nie zrobił tego na ofiarę; co do mnie zaś...

Zanosiło się na całogodzinną rozprawę, w jakich lubują się rybacy — kiedy to gwar gawędy biegnie hałaśliwie wokoło i gdy — koniec końców — nikt z rozmawiających niczego nie potrafi dowieść... na szczęście Dan uderzył silniej w tony i zaczął wesołą śpiewkę:

Skoczyła makrela — a grzbiet miała w prążki;

Hej, zwijajcie grotżagiel, ciągnąć liny, drążki! —

Bo na morzu szaruga...

W tym miejscu do śpiewu przyłączył się Długi Dżek: