I wichura silna;
Zwołać ludzi świstawką — sprawa bardzo pilna!
Dan ciągnął dalej, rzucając okiem ostrożnie na Toma Platta i trzymając harmonię nisko ponad pryczą:
Wyskoczył i sztokfisz — matoł wśród matołów,
Podszedł do kabestanu — rzucać w morze ołów.
Bo na morzu szaruga...
Tom Platt wyglądał w tej chwili, jak gdyby na coś polował. Dan przygiął się niżej, ale podniósł wyżej głos:
Wyskoczyła flądra z morskich głębin jądra
Patrz, gdzie rzucasz sondę, bestio niemądra!
Potężna, cholewista skórznia Toma Platta przeleciała furcząc poprzez czeladnię i ugodziła w podniesione ramię Dana. Pomiędzy Tomem a chłopcem toczyła się wiekuista wojna, odkąd Dan odkrył, że samo gwizdanie tej melodii podczas zarzucania sondy pobudzało starego marynarza do wściekłego gniewu.