— Niechże ich prowadzą dwaj Jerauldowie — mówił Disko. — Musimy przez czas jakiś pobyć między nimi na Wschodnich Płyciznach, choć jeżeli szczęście dopisze, nie zagrzejemy tam dłużej miejsca. Teren, gdzie przebywamy obecnie, wcale nie uchodzi za dobry.
— Niedobry? — zapytał Harvey, który właśnie nabierał wody po niezwykle długim oporządzaniu ryb (niedawno nauczył się sposobów rozhuśtywania wiadra). — A więc dla odmiany nie zawadzi zatrzymać się i w terenie mniej intratnym.
— Chciałbym zobaczyć jeszcze jedno łowisko... nie chcę jednak tam uwięznąć... a mianowicie Eastern Point.
— Wiesz co, tato, tak mi się widzi, że nie zabawimy na Płyciznach dłużej jak dwa tygodnie. Wtedy to, Harvey, spotkasz się, z kim tylko zechcesz. W tym to czasie robota zaczyna się na dobre. Nikt wtedy nie jada o swej porze. Żre się wtedy, kiedy człowiek jest głodny, a sypia się, kiedy nie można czuwać. Dobrze się stało, że ciebie wyłowiono o miesiąc później, bo byśmy nie potrafili się należycie przygotować na „Starą Dziewicę”.
Harvey wiedział już z mapy, że „Stara Dziewica” oraz całe mniejsze łowiska stanowiły zwrotny punkt wyprawy i przy dobrym szczęściu będą tam mogli spławić cały zapas swej soli; wszakże widząc rozmiary owej „Dziewicy” (była to maluchna plamka) zachodził w głowę, jak Disko — chociażby z pomocą kwadrantu i ołowianki — mógł ją odnaleźć. Później przekonał się, że Disko potrafi naprawdę wiele. W kabinie wisiała niewielka tablica; Harvey nie znał jej przeznaczenia, aż do chwili, gdy po kilku dniach mglistych, posłyszano niezbyt melodyjne granie wielkiego rogu rybackiego, używanego jako sygnał podczas mgły. Głos tej potężnej maszyny przypominał zupełnie rzężenie zdychającego słonia.
Odbywano właśnie krótki postój, holując kotwicę celem oszczędzenia sobie długich zachodów.
— Oho! Jakaś fregata ryczy, by jej podać szerokość geograficzną — ozwał się Długi Dżek.
Z mgły wynurzyły się jaskrawo czerwone topżagle zbliżającego się trójmasztowca; We’re Here zadzwonił trzykrotnie zwyczajem morskim, ogłaszając swój „rysopis”.
Tamten statek, rozmiarami większy, wykonał zwrotny manewr topżaglem wśród nawoływań i wrzasków.
— Francuz — rzekł stryj Salters drwiąco. — Miquelon i St. Malo. — (Farmer miał oko iście marynarskie.) — A mnie akuratnie zabrakło tytoniu, Disko.