— Sam tutaj26! — wołał Tom Platt. — Hej! zatrzymez-vous — zatrzymez-vous! Uważez trochez, nie najedźciez pour nous, wy czopowate mucho bono! Skądeście wy? ...z St. Malo, hę?

Ah, ha! mucho bono! Qui! Qui! Clos Poulet... St. Malo! St. Pierre et Miquelon — odkrzyknęła tamta załoga wymachując wełnianymi czapkami i śmiejąc się. Po czym jęli27 wołać wszyscy społem:

Bord! Bord28

— Przynieś no tablicę, Danny. Zastanawia mnie, jak te Francuzy dadzą sobie radę, jeśli nie spotkają się z uprzejmością Amerykanów. Pisz czterdzieści sześć, czterdzieści dziewięć... to im wystarczy; zresztą widzi mi się, że są to dane mniej więcej dokładne.

— Dan wypisał cyfry kredą na tablicy i zawieszono ją na linie głównego masztu. Z trójmasztowca rozbrzmiało chórem wielokrotne: Merci29!

— Zdaje mi się, że byłoby dość głupio puścić ich tak za bezdurno30 — doradzał Salters, macając się po kieszeniach.

— A czyś się nauczył po francusku od czasu ostatniej wyprawy? — zapytał Disko. — Nie chcę, żeby nas znów obrzucono kamieniami za to, że ci się zachciało francuskie okręty przezywać „footy cochins”, jak to czyniłeś na wyjezdnym z Le Have.

— Harmon Rush mówił, że tym sposobem można ich rozruszać. Mnie w zupełności wystarczy zwykły język Stanów Zjednoczonych. Ale piekielnie brak nam tytoniu. Chłopaczku, a może ty umiesz mówić po francusku?

— Ma się rozumieć! — odrzekł Harvey z przechwałką i jął krzyczeć: — Hej! słuchajcie! Arretez-vous! Attendez! Nous sommes penant pour tabac31.

Ah, tabac, tabac! — zawołano z okrętu francuskiego i znów ozwały się śmiechy.