— No, i cóż o tym wszystkim myślicie? — zagadnął Długi Dżek, gdy przemoknięci, ociekający wodą i oszołomieni przebijali się znów przez dokę.

— Ja sobie tak myślę — ozwał się Disko stojący przy sterze — że przez tę przygodę Jennie Cushman jeszcześmy dzisiaj nic nie jedli...

— On... myśmy widzieli jednego z nich, jak przepływał koło nas — zaszlochał Harvey.

— I to właśnie go poniosło, i wyrzuciło z wody jak łódkę, gdy uderzy o brzeg; poniosło go, aż sobie przypomniał Johnstown... i osobę Jakuba Bollera... i inne, tym podobne rzeczy. Pocieszanie Jazona trochę go pokrzepiło jak wyciąganie łodzi na brzeg. Potem podpórki, jako że były słabe, obsuwały się i obsuwały, a on wciąż zsuwał się w dół, aż teraz znów znalazł się w wodzie. Takie jest moje zdanie o tym.

Uznano, że Disko miał najzupełniejszą rację.

— A gdyby tak Penn uparł się pozostać Jakubem Bollerem — przemówił Długi Dżek — byłoby to dla Saltersa śmiertelne strapienie! Czy przypatrzyliście się jego twarzy, gdy Penn go zapytał, komu to on, Penn, był ciężarem przez tyle lat? — No i jakże tam, Salters?

— Zasnął... zasnął twardo... jak małe dzieciątko — odpowiedział Salters, przechodząc na palcach ku rufie. — Ma się rozumieć, nie ma tu mowy o nijakim jedzeniu, póki on się nie obudzi. Czy widzieliście kiedy taką siłę modlitwy? Wierzę, że on zawdy wypatrywał młodego Olley’a za oceanem. Jazon był strasznie dumny ze swego chłopaka, a mnie się zdaje, że wszystko, co się zdarzyło, to kara za czcze bałwochwalstwo.

— Są jeszcze inni równie zaślepieni — zauważył Disko.

— To co innego — odparł Salters żywo. — Penn niezupełnie jest przy zmysłach, a ja za jedyny swój obowiązek uważam czuwanie nad nim.

Choć głód im dokuczał setnie, czekali jednak przez trzy godziny, póki nie ukazał się Penn. Twarz miał łagodną, a z oczu wyzierało jakby przytępienie myśli. Oświadczył, iż mu się zdaje, jak gdyby coś mu się przyśniło. Potem zaczął się dopytywać, czemu wszyscy milczą tak zawzięcie. Nie umieli mu na to odpowiedzieć.