— To przydomek, nadany mu przez nas w Lahorze. Przyjaciel całego świata wziął urlop, by iść ku swoim stronom. Powróci na dzień oznaczony. Kufer i tobół z pościelą każ mi przysłać; a jeżeli ciąży na mnie jakaś wina, spraw, by ręka przyjaźni odwróciła bicz klęski. Jeszcze jest tu coś niecoś, ale...

— Mniejsza o to, czytaj!

Pewne rzeczy są nieznane tym, którzy jadają z pomocą widelców. Czasami lepiej jest jadać oburącz palcami! Przemów łagodnymi słowy do tych, którzy tego nie rozumieją, i niech mój powrót będzie pomyślny. Otóż sposób wyrażenia jest niewątpliwie dziełem skrybenta, lecz niech pan zważy, jak dowcipnie ten chłopak ujął samą treść, tak iż dociec jej może tylko wtajemniczony.

— Czy ręka przyjaźni ma odwracać bicz klęski? — zaśmiał się pułkownik.

— Proszę zważyć, jaki to smyk przebiegły! Chciałby powrócić znów do włóczęgi, jakem przepowiedział. Nic znając jeszcze pańskiego zawodu...

— Nie dałbym za to trzech groszy! — burknął pułkownik.

— ...zwraca się do mnie, bym był rozjemcą między wami. Czy to nie łepak? Mówi, że powróci. On tylko doskonali się w swej umiejętności. Pomyśl, sahibie! Był trzy miesiące w szkole, a on jeszcze za miękki w pysku do tego wędzidła! Ja ze swej strony jestem rad: kucyk uczy się grać w polo.

— No, tak! Ale na przyszły raz nie powinien iść sam.

— Czemu? Chodził sobie luzem, zanim dostał się pod opiekę sahiba-pułkownika. Kiedy dorośnie do wielkiej gry, będzie musiał chadzać luzem... luzem... i z niebezpieczeństwem nad głową. A wtedy, jeżeli splunie, kichnie lub usiądzie inaczej niż ludzie, których podpatruje, ci mogą go zabić. Po cóż mu więc teraz czynić wstręty? Pamiętaj, jak mawiają Persowie: szakal, co przemieszkuje w rozłogach Mazanderanu, da się schwytać jeno ogarom z Mazanderanu.

— Prawda. To prawda, Mahbubie Ali. Jeżeli więc temu basałykowi nie zdarzy się nic złego, to nie wiem, czego nadto mam sobie życzyć. Ale z jego strony jest to wielka bezczelność.