Wszczęła się pospolita, bezpretensjonalna gadanina, jaką przy lada sposobności podejmuje nieodbicie każdy krajowiec niskiej kasty. W jakiś czas gawęda zamarła i Kim położył się za małą gromadką parobków Mahbuba, prawie pod samymi kołami wagonu, mając za okrycie wypożyczoną derkę. Takie legowisko wśród ułamków cegły, drzazg i śmieci, pomiędzy natłoczonymi końmi i niechlujnymi Baltisami nie nęciłoby wielu białych chłopców, ale Kim był nad wyraz szczęśliwy. Zmiana dekoracji, służby i otoczenia niosły rzeźwiący powiew jego małym nozdrzom, a myśl o czystych białych domkach zakładu św. Ksawerego, osłoniętych punkah budziła w nim taką uciechę, jak powtarzanie tabliczki mnożenia po angielsku.

„Jestem już bardzo stary! — myślał przez sen. — Z każdym miesiącem staję się o rok starszy. Byłem jeszcze bardzo młody i głupi jak but, gdy zanosiłem zlecenie Mahbuba do Umballi. Nawet gdy byłem w tym białym pułku, byłem bardzo młody i za grosz nie miałem oleju w głowie. Ale teraz uczę się z każdym dniem; za trzy lata zabierze pułkownik mnie z madrissah i puści wraz z Mahbubem w szeroki świat, by polować na rodowody końskie... a może pójdę na własną rękę. Kto wie, może odnajdę lamę i pójdę z nim, Juści! Tak byłoby najlepiej. Poszedłbym znów ze swym lamą, jako jego chela, gdy on powróci do Benares”.

Myśli snuły się coraz to wolniej i bez związku. Już wpływał w piękną krainę sennych marzeń, gdy wtem pochwycił uchem jakiś szept, ostry i przenikliwy, górujący nad jednostajnym gwarem dokoła ogniska. Szept ten pochodził spoza wagonu końskiego okutego żelazem.

— Więc go tu nie ma?

— Gdzieżby był, jak nie na hulance w mieście? Kto tam zważa na szczura w żabim bajorze? Idź stąd. To nie nasz człowiek.

— On nie powinien przejść powtórnie za przełęcze. Taki rozkaz.

— Wynajmij jaką kobietę, żeby go otruła. Wystarczy parę rupii i nikt nie będzie wiedział.

— Oprócz kobiety. Trzeba pewniejszego sposobu. A pamiętaj o cenie na jego głowę.

— A jakże! Ale policja ma długie ramię, a granica daleko. Gdyby to było w Peshawar!

— Tak, w Peshawar! — zadrwił drugi głos. — W Peshawar pełnym jego krewniaków... pełnym szpiegowskich nor i kobiet, za których spódnicę szelma potrafi się schować. Taki Peshawar czy piekło byłoby nam jednakowo dogodne.