— No, dajmy na to, z pół lakh144 żołnierzy.
— Czyste wariactwo! Przypomnij sobie, jak nieliczne i kiepskie są studnie w piaszczyskach. Nawet tysiąc ludzi nękanych pragnieniem nie doszłoby tutaj.
— Zatem opisz to wszystko... a także i wszystkie wyłomy w murze... i skąd wyrębują drzewo na opał... tudzież jaki jest charakter i usposobienie króla. Pozostanę tu, aż sprzedam wszystkie konie. Wynajmę pokój koło bramy miejskiej, a ty będziesz moim rachmistrzem. Drzwi są opatrzone silnym zamkiem.
Raport, wypisany bez omyłek wprawną kaligrafią świętoksawerską, oraz mapę upstrzoną na brązowo, żółto i karmazynowo, można było oglądać jeszcze przed kilku laty (niedbały urzędnik pobazgrał ją niezdarnymi znakami pochodzącymi od E-23 z II seistańskiego biura mierniczego), lecz litery kreślone ołówkiem są już dzisiaj chyba całkiem nieczytelne. W drugim dniu powrotnej podróży Kim, ślęcząc w świetle lampki oliwnej, przetłumaczył to wszystko Mahbubowi. Pathan powstał i pochylił się nad cętkowanymi trokami swych siodeł.
— Wiedziałem, że praca twa będzie godna zaszczytnej szaty, więc zawczasu przysposobiłem odzież takową — ozwał się z uśmiechem. — Gdybym był emirem Afganistanu (a zobaczymy go kiedyś zapewne), zapchałbym ci gębę złotem.
To mówiąc, z przesadną czołobitnością złożył wspomniany przyodziewek u stóp Kima. Był tam złotolity kołpak peshawarski sterczący stożkowato i olbrzymi zawój zakończony szeroką frędzlą ze złota. Była i wyszywana kamizela delhijska, którą się wdziewało na mlecznej białości koszulę, zapinaną z prawego boku, szeroką a powłóczystą; był i zielony kaftan z pętlicami jedwabnymi w różne wywijasy na piersiach; ażeby snadź niczego nie brakowało, na dokładkę były i trepy z rosyjskiej skóry, bosko woniejące, o zuchwale zadartych nosach.
— Dobra to wróżba, ubierać się w nowe szatki w środę rano — rzekł Mahbub uroczyście. — Lecz nie należy zapominać, że na świecie są też źli ludzie. Naści145!
I na domiar tego przepychu, który zapierał Kimowi dech w piersiach, obdarzył go automatycznym rewolwerem niklowanym, wykładanym perłową macicą (kal146. 4,50).
— Myślałem zrazu o lżejszym kalibrze, lecz później zważyłem, że do tego nadają się kulki rządowe; te zaś można zawsze dostać... zwłaszcza z tamtej strony granicy. Wstań, niech no ci się przypatrzę! — poklepał Kima po ramieniu. — Obyś był niezmordowany, Pathanie! O, jakże będziesz kruszył serca! Ach, te oczy pod powiekami, tak strzelające boczkiem!
Kim obrócił się w kółko, wspiął się na palcach, wyprostował i odruchowo sięgnął do wąsika, który mu się właśnie sypał. Następnie skłonił się do nóg Mahbubowi, aby dygocącymi dłońmi wyrazić mu swą wdzięczność, bo serce nazbyt miał wezbrane, by mógł przemówić. Mahbub uprzedził go, chwytając chłopaka w objęcia.