— Mój synu — ozwał się — na cóż nam słów? Ale czy ta mała pukawka nie jest rozkoszna? Wszystkie sześć nabojów wyjdzie od jednego pociągnienia. Nosi się ten rewolwer na piersiach przy samym ciele; tam nie zardzewieje. Nie kładź go nigdy gdzie indziej, a da Bóg, zabijesz nim kiedyś człowieka.
— Hej-mej! — rzekł Kim żałośliwie. — Jeżeli sahib zabije kogoś, to go wsadzają do więzienia...
— Prawdać to, ale krok za granicą ludziska stają się mądrzejsi. Schowaj go, ale wpierw winieneś go nabić. Cóż ci przyjdzie z nienabitej broni?
— Gdy powrócę do madrissah, będę musiał go oddać. Tam nie pozwalają mieć rewolwerów. Czy mi go przechowasz?
— Synku, mnie już kością w gardle stoi ta madrissah, gdzie człowiekowi zabierają najlepsze lata życia, aby go nauczyć tego, czego on zdoła się nauczyć tylko na włóczędze. Głupota sahibów jest bezdenna i niebotyczna. Ale pal ich sześć! Może twój raport pisemny wybawi cię z dalszej niedoli, a Bogu to wiadomo, że coraz więcej ludzi potrzeba nam do gry.
Potem, sznurując usta wobec siekącej ich kurzawy piasku, szli przez słoną pustynię aż do Jodhpur, gdzie Mahbub i jego miły siostrzeniec Habib-Ullah mieli sporo spraw kupieckich; stąd zaś, przebrawszy się w odzienie europejskie, z którego już wyrastał, Kim odjechał markotnie drugą klasą do zakładu św. Ksawerego. W trzy tygodnie później pułkownik Creighton zaszedłszy do sklepu Lurgana, by oszacować tybetańskie sztylety do odpędzania upiorów, zastał Mahbuba Alego zbuntowanego już na dobre. Sahib Lurgan działał niby oddział posiłkowy w odwodzie.
— Kucyk jest już ułożony... sprawny... okiełznany i nauczony chodu, sahibie. Odtąd już z każdym dniem będzie tracił swe zalety, jeżeli nie pozwoli mu się brykać. Rzuć mu cugle na kark i niech sobie pohasa — mówił koniarz. — On się nam przyda.
— Ależ on taki młody, Mahbubie... ileż mu tam? Chyba co najwyżej szesnaście lat...
— Miałem piętnaście, gdym zabił człeka i spłodził człowieka, sahibie.
— O stary, niepoprawny pohańcze! — to mówiąc, Creighton zwrócił się do Lurgana. Czarna broda skinęła, przytakując mądrości szkarłatnej brody Afgańczyka.