— Ja dawno bym już go zaprzągł do roboty — rzekł Lurgan. — Im młodszy, tym lepszy. Dlatego to pilnowanie naprawdę cennych klejnotów powierzałem zawsze dziecku. Pan przysłał go do mnie na próbę. Wypróbowałem go na wszystkie sposoby! Jest to jedyny chłopiec, którego nie zdołałem zmusić, by widział to, co mu każę.
— W krysztale... w kałamarzu? — zapytał Mahbub.
— Nie. Pod dotknięciem mej dłoni, jakem to wam opowiadał. Nigdy mi się nie zdarzało wpierw nic podobnego. Znaczy to, że on ma dość sił, by wykonać wszystko, czego zapragnie, ale pan, panie pułkowniku, sądzi, że to gra w kręgielki. A od tego czasu upłynęły już trzy lata i nauczyłem go przez ten czas wielu rzeczy, pułkowniku Creightonie. Zdaje mi się, że pan go teraz marnuje.
— Hm! Może macie rację. Ale jak wiecie, na razie nie mamy dla niego żadnych prac mierniczych...
— Niech sobie pohasa... niech sobie pohasa! — przerwał Mahbub. — Któż wymaga od źrebięcia, by od razu dźwigało wielkie ciężary? Niech sobie pobiega z karawaną, jak nasze wielbłądzięta... ot tak, na los szczęścia. Wziąłbym go z sobą, ale...
— Przydałby się on w pewnej drobnej sprawie... na południu... — przemówił Lurgan ze szczególną słodyczą w głosie, opuszczając ciężkie, sinawe powieki.
— Sprawa ta jest w rękach E-23 — rzekł pospiesznie Creighton. — Jego nie powinno się tam posyłać. Zresztą on nie umie po turecku.
— Niech mu pan jeno opisze wygląd i zapach listów, jakich mu potrzeba, a on nam je przyniesie — nalegał Lurgan.
— Nie. To robota dla dorosłego — oświadczył Creighton.
W grę tu wchodziła karkołomna sprawa niedozwolonej a wichrzycielskiej korespondencji pomiędzy osobistością uważającą się za najwyższą powagę w rzeczach religii mahometańskiej na całym świecie a jednym z młodych członków pewnej rodziny królewskiej, którego nieraz notowano w aktach z powodu porywania kobiet na terytorium angielskim. Arcykapłan muzułmański był pyszny i zuchwały nad miarę; natomiast młody książę tylko dąsał się, że ograniczono jego przywileje, nie powinien był wszakże prowadzić korespondencji, która go mogła kiedyś skompromitować. Jakoż istotnie jeden list wpadł w ręce niepowołane, ale tego, który go wytropił, znaleziono później nieżywego przy gościńcu, przebranego za kupca-Araba; tak donosił skrupulatnie E-23, podejmując w dalszym ciągu jego robotę. Te wypadki i kilka innych, których nie można było ogłaszać, sprawiły, że Mahbub i Creigton pokiwali głowami.