— Jakżebym mógł się obawiać rzeczy zgoła nieistniejących? — odparł Hurree Babu, umyślnie mówiąc po angielsku, by nabrać otuchy. — Byłożby to rzeczą okropną bać się guseł, które się bada z miną wyższości... zbierać przyczynki ludoznawcze dla Towarzystwa Królewskiego, a jednocześnie wierzyć szczerze we wszystkie moce ciemności.
Mahbub parsknął śmiechem. Bywał ci on już przódziej154 nieraz na włóczędze z Hurreem.
— Dokończmyż tego malowania — rzekł. — Chłopak jest już zabezpieczony na dobre, jeżeli... jeżeli panowie przestworza mają uszy do słuchania. Sam jestem sufi (wolnomyślny), lecz kiedy można utrafić w słabą stronę kobiety, ogiera lub diabła, to czemuż napraszać się guza? Pokieruj no nim teraz, babu, i uważaj, żeby go ten stary czerwony kapelusz nie zaprowadził w jakieś miejsce, gdzie byśmy chłopaka nie mogli capnąć. Ja wracam do swych koni.
— All raight155 — rzekł Hurree Babu. — Na razie mamy z niego ciekawe widowisko.
Około trzeciego piania kogutów Kim ocknął się jakby z tysiącletniego snu. Huneefa chrapała ciężko w kącie, ale Mahbuba już nie było.
— Przypuszczam, że kawaler się nie przestraszył — ozwał się ckliwy głos tuż za jego plecami. — Przyglądałem się całej brewerii, która była wielce ciekawa z etnologicznego punktu widzenia. Był to wyśmienity dawut.
— Phu! — rzekł Kim, poznając Hurreego Babu, który uśmiechał się przychylnie.
— Ponadto doznałem tego zaszczytu, żem ci przywiózł od Lurgana obecną twą odzież. Nie jest to mym zwyczajem zanosić oficjalnie takie stroje podwładnym, ale — parsknął śmiechem — ten wypadek ciebie się tyczący oznaczono w księgach jako wyjątkowy. Spodziewam się, że pan Lurgan zakarbuje sobie w pamięci mój postępek.
Kim ziewnął i przeciągnął się. Tak mu było lubo wykręcać się znowu i obracać z boku na bok w swobodnych szatach.
— Cóż to takiego? — zapytał, spoglądając z zaciekawieniem na ciężką wełnianą materię przesiąkniętą zapachami dalekiej północy.