— Bądź cierpliwy! Wyciśniemy tu jeszcze wspólnie nasze ślady... my i wasz młody naród. Tymczasem narysuj no jego portret.

Babu ruszył naprzód buńczucznie, a z tyłu nie można było dostrzec ani jego kornego przemówienia, ani znaku danego Kimowi.

— O święty mężu, ci ludzie są sahibami. Jednego z nich wyleczyłem z biegunki za pomocą mych lekarstw, teraz zaś jadę do Simli, by mieć pieczę nad jego przyjściem do zdrowia. Oni pragną obejrzeć twój obraz...

— Leczenie chorych dobrą zawdy218 jest rzeczą. To zaś jest Koło żywota — odparł lama — które pokazywałem był ci w Ziglaur, gdy padały deszcze.

— ...i posłuchać twych objaśnień.

Lamie oczy zabłysły radością w przewidywaniu nowych słuchaczy.

— Objaśnienie Najdoskonalszej Drogi jest rzeczą zbawienną. Czy oni znają cokolwiek hindi (mowę hinduską), jak ów opiekun obrazów?

— Zdaje się, że troszkę znają.

Wtedy lama z prostotą dziecka, oddanego nowej zabawie, rzucił głowę w tył i z całego gardła podjął przedśpiew Nauczyciela boskości, poprzedzający rozpoczęcie właściwego nauczania. Cudzoziemcy oparli się na laskach turystycznych i zaczęli się przysłuchiwać. Kim przycupnąwszy w pokorze przyglądał się czerwonej poświetli słonecznej na ich twarzach oraz wydłużonym cieniom ich postaci, zacierającym się i niknącym. Mieli oni nagolenniki nieangielskiego fasonu, a ponadto jakieś cudaczne pasy i popręgi, które przypomniały mu, jak przez mgłę, ryciny w książce z księgozbioru świętoksawerskiego; zwała się Przygody młodego przyrodnika w Meksyku. Ba, wyglądali prawie jak przepyszny pan Sumichrast w owej opowieści, a zgoła nie zakrawali na ludzi „wyzutych ze wszelkich skrupułów”, jakich sobie utroił Hurree Babu. Kulisi, zakurzeni i oniemiali, zatrzymawszy się o jakie dwadzieścia do trzydziestu jardów opodal, zgarbili się w pokorze; zaś babu stanął obok z miną szczęśliwego władcy, a końce sznura, którym przewiązywał wytworne swe odzienie, łopotały na wietrze jak chorągiewka wytyczna.

— To są ci ludzie — szepnął Hurree korzystając z tego, że obrzęd przeciągał się, a obaj biali wodzili wzrokiem za słomką posuwającą się od piekła do nieba i z powrotem. — Wszystkie ich książki są w wielkiej kilcie z czerwoną przykrywką... są tam książki, raporty i mapy... a widziałem też list królewski pisany albo przez radżę Bunàr, albo radżę Hilàs. Pilnują tego bardzo starannie. Nie odesłali nic ani z Hilàs, ani z Leh, to pewna.