— Nie rozumiem.

— Uchowaj, Allachu! Niektórzy ludzie mocni są rozumem, Czerwony Kapcylindrze, ale twoja moc jeszcze więcej znaczy. Zachowaj ją... sądzę, że to uczynisz. Jeżeliby chłopak niedobrze ci służył, natrzyj mu porządnie uszu.

To rzekłszy, Pathan obcisnął na sobie szeroki pas bokhariocki i junacko zadarłszy głowę, zaczął się oddalać w wieczornym półmroku; lama na tyle zstąpił ze swych obłoków, że dostrzegł jeszcze jego rozrosłe plecy.

— Temu człowiekowi brak ogłady, a przy tym daje się on uwodzić majakom pozorów. Ale mówił dobrze o moim cheli, który właśnie dostąpi nagrody. Trzeba zmówić pacierze... Zbudź się, o najszczęśliwszy z synów niewieścich! Zbudź się! Znalazło się, czegośmy szukali!

Kim jął wydobywać się z onych bezdennych czeluści, a lama posłyszał jego rozkoszne ziewanie; strzyknął palcami, by odpędzić złe duchy.

— Spałem ze sto lat. Gdzie...? O święty, czy od dawna tu jesteś? Wyszedłem, by cię poszukać! Ale... — uśmiechnął się ociężale — zasnąłem po drodze. Jestem już zdrów jak ryba. Czyś co jadł? Chodźmy do domu! Już od wielu dni nie opiekowałem się tobą. A czy sahiba żywiła cię porządnie? Kto nacierał ci nogi? Jak tam z twoimi dolegliwościami: żołądkiem, karkiem i szumem w uszach?

— Przeszło... wszystko przeszło. Czy nie wiesz?...

— Nie wiem o niczym, prócz tego, że nie widziałem cię przez małpie lata266. Co mam wiedzieć?

— Dziwne, że wiadomość ta nie dotarła do ciebie, gdy wszystkie myśli moje ku tobie były skierowane.

— Nie potrafię dostrzec twej twarzy, ale głos twój rozbrzmiewa jak gong. Czy sahiba odmłodziła cię swymi smakołykami?