— Jest to człek wysoki... wysoki człek o czarnych włosach... a chodzi w ten sposób... — tu Kim przeszedł parę kroków, uwydatniając chód sztywny, jakby drewniany.
— No tak. Ale to mógł zauważyć byle kto.
Tłum przysłuchiwał się z zapartym tchem całej tej rozmowie.
— To prawda — rzekł Kim. — Ale powiem ci jeszcze więcej. Przypatrz no się. Najpierw ten wielki człowiek chodzi w ten sposób... potem myśli w ten sposób... — (tu Kim przesunął palec wskazujący po czole, potem w dół, aż na koniec zatrzymał go w kącie ust) — następnie w ten sposób strzela palcami... potem bierze kapelusz pod lewą pachę...
Kim unaoczniał cały ruch i stanął niby bocian. Stary wiarus warczał coś niezrozumiale z podziwu, a po tłumie przebiegł dreszcz.
— Tak... taak... taak! Ale co on czyni, gdy ma wydać rozkaz?
— Skrobie się w ten sposób po karku... Potem wyrzuca Jeden palec na stół i z lekka fuczy przez nos... Potem odzywa się:
— Zluzować taki a taki pułk! Sprowadzić takie działa!
Stary wiarus stanął na baczność i zasalutował.
— Bo... — tłumaczył Kim na gwarę gminną dobitne zdania posłyszane w szatni domu w Umballi — bo, powiada on... powinniśmy to uczynić już dawno. To nie wojna, to kara. Fff!