— Zasługa! Nie uważaliśmy tego wówczas za zasługę. Moi ludzie, przyjaciele, bracia opuścili mnie, mówiąc: „Skończyły się czasy panowania Anglików. Niech każdy wywalczy sobie nieco mienia”. Lecz ja już mówiłem, był z ludźmi z Sobraon, z Chillianwallah, z Moodkee i Ferozeshah; przeto rzekę: „Poczekajcie no trochę, a wiatr się zmieni; te sprawki nie przyniosą wam szczęścia”. W owych to dniach przejechałem konno siedemdziesiąt mil, wioząc na łęku angielską memsahib57 z dzieckiem. (Ej, to był wierzchowiec w sam raz dla sielnego chłopa!) Zawiozłem ich w miejsce bezpieczne i powróciłem do swego oficera, jedynego z naszych pięciu, którego nie zabito. „Daj mi jaką posadę — powiadam mu — bo jestem wyrzutkiem mego rodu i szabla moja ocieka krwią bratnią”. „Bądź spokojny — rzecze ów — wielka praca jeszcze nas czeka. Skoro ten szał przeminie, przyjdzie nagroda”.

— Tak, czy to pewne, że przyjdzie nagroda, gdy szał przeminie? — mruknął lama na wpół do siebie.

— Nie obwieszano jeszcze wówczas medalami każdego, kto przypadkiem posłyszał huk działa. Nie! Uczestniczyłem w dziewiętnastu gorących bitwach, w czterdziestu sześciu potyczkach konnych, a drobnych utarczek było bez liku. Odniosłem dziewięć ran; mam medal, cztery odznaki i jeden order, bo moi kapitanowie, którzy obecnie są jenerałami, pamiętali o mnie, gdy Kaiser-i-Hind (cesarzowa Indii) dożyła pięćdziesięciolecia panowania, a cały kraj się radował. Powiedzieli: „Dać mu order Berittish India58”. Noszę go teraz na szyi. Z rąk państwa otrzymałem też jaghir (posiadłość)... jako wolną darowiznę dla siebie i swoich. Moi znajomkowie z lat dawnych (obecnie są komisarzami) przyjeżdżają do mnie nieraz na przełaj przez oziminę... sadząc dumnie na koniach, iż widzi ich cała wieś... i gwarzymy sobie o dawnych bojach... a imię jednego z nieboszczyków zaraz nam przywodzi na myśl drugie...

— A potem? — ozwał się lama.

— O, potem oni odjeżdżają, ale nie wcześniej, aż im się cała wieś napatrzy.

— A w końcu co myślisz uczynić?

— W końcu umrę.

— A potem?

— Niech bogowie o tym stanowią! Nigdy nie naprzykrzałem się im modlitwami; sądzę, że i oni nie będą mnie dręczyć. Bo, widzisz, w ciągu długiego żywota mego zdołałem zauważyć, że ci, którzy ustawicznie napastują istoty nadziemskie utyskiwaniem, skargami, rykiem i płaczem, bywają co rychlej wezwani na tamten świat, podobnie, jak to nasz pułkownik zwykł był wzywać do siebie mazgajowatych chamów wiejskich, co za wiele pytlowali jęzorem. Nie, ja nigdy nie dokuczyłem bogom. Oni o tym będą pamiętali i dadzą mi cichy kącik, gdzie będę mógł spokojnie lancą wywijać i czekać przybycia mych synów; mam ich w wojsku ni mniej ni więcej, tylko trzech: wszyscy są ressadar-majorami59.

— I oni tak samo, przykuci do Koła, przechodzą z żywota do żywota... z jednego zwątpienia w drugie — rzekł lama, westchnąwszy — zgorączkowani, znękani szarpią się w bezsilności...