I suchych strączków — wystarczy nam dwom,
Aby uśmierzyć głód nagły.
Dziecko zakrzyczało z radości i pochwyciło ciemne, połyskujące paciorki.
— Ho, ho! — ozwał się stary wojak. — Kędy63 żeś się nauczył takich śpiewanek, ty, co gardzisz światem doczesnym?
— Nauczyłem się w Pathânkot... siedząc w progu jednego domu — rzekł lama nieśmiało. — Dobrze to być życzliwym dla dzieci.
— O ile pamiętam, to zanim nas zmorzył śpik, opowiadałeś mi, że ożenek i płodzenie potomstwa są zaćmieniem prawdziwego świata, są zawadą na Drodze. Czy w twoim kraju dzieci spadają z nieba? Czy ową Drogą ma być śpiewanie takich piosenek?
— Nikt nie jest w zupełności doskonały — rzekł lama poważnie, zgarniając z powrotem różaniec. — Chybaj teraz do matusi, mój mały!
— Ciewy64! — ozwał się wiarus do Kima. — On się tego wstydzi, że zrobił uciechę dziecku! No, brachu, świat stracił w tobie dobrego ojca rodziny! Hola, smyku! — cisnął dziecku pais. — Łakocie, to zawsze rzecz smaczna!
A kiedy maleństwo odbiegło w podskokach na rozłogi zalane blaskiem słonecznym, stary rębacz dodał:
— Taki to później wyrasta i bywają z niego ludzie. O święty człecze, przykro mi bardzo, że zasnąłem w środku twego kazania. Przebacz mi!