— Niedobrze postąpiłam, co? To wstyd i hańba, że biedna kobieta nie może jechać, by się pomodlić do swych bogów, bo ją zaraz potrąca i znieważa hołota z całego Hindostanu!... że musi przełykać gali (obelgi), jak inni ludzie przełykają ghi. Ale ja jeszcze mam rozmach w języku, parę stosownych słówek przyda się przy sposobności. A jeszcze nie mogę się doczekać tytoniu! Któryż to ślepawy i upośledzony niedojda nie przygotował mi jeszcze fajki?
Jeden z górali nabił ją czym prędzej, a niebawem smugi gęstego dymu z wszystkich rogów kotary wskazywały, iż spokój został przywrócony.
O ile dnia poprzedniego Kim kroczył dumnie jako uczeń świętego człowieka, o tyle dziś stąpał z dziesięćkroć większą dumą w orszaku na pół królewskiego pochodu, mając przyznane sobie poczesne miejsce i szczególne względy u starej damy o zachwycającym obejściu i niewyczerpanych zasobach. Przyboczna drużyna, z głowami obwiązanymi według zwyczaju krajowców, snuła się z obu stron kibitki, wzbijając ogromne kłęby kurzu.
Lama i Kim szli nieco z boku. Kim żuł źdźbło trzciny cukrowej i nie usuwał się z drogi nikomu, kto nie piastował wysokiej godności kapłańskiej. Do ich uszu dochodził wciąż głos starej jejmości, która bez przerwy pytlowała językiem, niby młynek do łuskania ryżu. Nagabywała czeladź, by jej opowiadała, co cię dzieje na drodze, a skoro stracili z oczu parao, odsunęła kotary i zerkała w świat, zasłaniając namitką75 ledwie trzecią część twarzy. Jej ludzie nie patrzyli wprost na nią, gdy się do nich zwracała, wskutek czego prawidła przyzwoitości były mniej więcej zachowane.
Okręgowy nadkomisarz policji, chmurny, wyżółkły Anglik w przepisowym uniformie, przejeżdżał właśnie kłusem na zziajanym wierzchowcu, a poznawszy po jej orszaku, co to za osobistość, zaczął ją drażnić.
— Matko! — zawołał. — Czy tak się robi w zenanach?76. A nuż nadejdzie jaki Anglik i zobaczy, że nie masz nosa?
— Co? — pisnęła w odpowiedzi. — Czy twoja rodzona matka nie ma nosa? Po cóż więc to rozgłaszasz na otwartej drodze?
Było to pyszne odparowanie ciosu. Anglik wyrzucił rękę do góry z miną człowieka ugodzonego w fechtunku. Zaśmiała się i kiwnęła głową.
— Czy taka twarz zasługuje, by kusić czyjąś cnotę?
Odsłoniła całą namitkę i spojrzała mu w oczy.