Rodzina do mnie znowu prawa rości
I ojciec łzy wylewa...
Tłusty dziś cielec ucztą mą podepcze,
Lecz dla mnie — młóto było w smaku lepsze...
Czułem się dobrze tam, gdzie były wieprze,
Więc wracam znów do chlewa.
Syn marnotrawny
Ociężały, sznurem wyciągnięty, człapiący pochód ruszył znów w drogę, a baba spała, póki nie dowlekli się do najbliższej stacji pocztowej. Marsz ten był nader krótki, a jeszcze brakowało godziny do zachodu słońca, toteż Kim rozmyślał o tym, jakby się zabawić.
— Czemu nie usiądziesz i nie wypoczniesz? — ozwał się któryś z czeladzi. — Tylko diabły i Anglicy włóczą się tam i sam po próżnicy.
— Nie zawieraj nigdy przyjaźni z diabłem, małpą i chłopcem! Nie wiadomo, co które z nich uczyni za chwilę! — rzekł jego towarzysz.