Kim wpatrywał się w to wszystko całą siłą wzroku, a urywany dech świstał mu przez zęby. Żołnierze, tupiąc nożyskami, wyszli znów na przestrzeń oświeconą słońcem.

— O święty mężu!... — dyszał chłopak — moje horoskopy!... To co na piasku rysował kapłan w Umballi!... Przypomnij sobie, co mówił... Najpierw przyjdą dwaj... ferashowie80... ażeby wszystko przysposobić... w miejscu ciemnym, jak to zawsze bywa na początku jasnowidzenia.

— Ależ to nie jasnowidzenie! — rzekł lama. — To jeno złuda światowa i nic więcej...

— A po nich nadejdzie byk... Ryży Byk na zielonym polu... Patrz, oto on!

Wskazał na chorągiewkę, która o jakie dziesięć stóp od nich łopotała z tchnieniem wietrzyka wieczornego. Była to sobie najzwyklejsza w świecie chorągiewka do wytyczania obozowiska, lecz pułk, zawsze niezmiernie skrupulatny we wszystkich ozdobach, przybrał ją jeszcze godłem pułkowym Ryżego Byka, który jest herbem Mavericków... godłem Ryżego Byka na tle irlandzkiej zieleni.

— Widzę i teraz sobie przypominam — ozwał się lama. — Ani chybi, to twój Byk. Tak samo też, ani chybi, przyszli już dwaj ludzie, by wszystko przysposobić.

— To żołnierze... biali żołnierze... Co mówił kapłan? „Znak nad Bykiem jest znakiem wojny i zbrojnych ludzi”. O święty, to ma związek z tym, czego szukam.

— Prawda... prawda! — Lama wlepił oczy w godło, które pałało niby rubin w pomroce. — Kapłan w Umballi mówił, że twój znak jest znakiem wojny.

— Co teraz czynić?

— Czekać... Zaczekajmy...