— Nawet mrok się rozjaśnia! — rzekł Kim. Było to rzeczą zgoła do przewidzenia, że zniżające się słońce przedrze się w końcu poprzez pnie drzewne, napełniając cały zagajnik na parę chwil złotym i sypkim blaskiem; atoli81 Kimowi wydało się to uwieńczeniem przepowiedni bramina umbalskiego.

— Słuchaj! — ozwał się lama. — Ktoś tam bębni... bardzo daleko...

Dźwięk ów, płynący z dala, jak gdyby przecedzony przez cichy przestwór powietrza, z początku przypominał uderzenie tętnicy w skroniach. Niebawem dołączył się do niego dźwięk wyraźniejszy.

— E! Muzyka! — wyjaśnił Kim. Znał on odgłos kapeli wojskowej, ale lama popadł w zdumienie. Hen, na krańcu równiny ukazała się sunąca ciężkim krokiem kolumna wojska, cała w obłokach kurzawy; następnie z wiatrem przyleciała śpiewka:

Słuchajcie — jeśli łaska czyja —

Powieści i raportu

Jak idzie gwardia Mulligańska

Marszem do Sligo portu...

Tutaj w nutę wpadły przeraźliwe piszczałki:

Na ramię broń!