— Żył. Oczywiście umarł... zszedł ze świata.

— Och!... Czy masz zwyczaj zawsze odpowiadać tak zwięźle?

Tu w rozmowę wmieszał się Bennett.

— Możem skrzywdził tego chłopca. To z pewnością jest biały, chociaż widocznie zdziczało niebożątko. Zdaje mi się, żem go trochę potłukł. Sądzę, że trochę spirytusu nie...

— Daj mu więc szklankę kseresu85 i pozwól mu się wyciągnąć na łóżku polowym. No, Kimie — ciągnął ojciec Wiktor — teraz już nikt nie myśli ci dokuczać. Wypij to i opowiedz nam o sobie. Wyznaj szczerą prawdę, jeżeli ci nic nie stoi na przeszkodzie.

Kim zakaszlał, odstawiając wypróżnioną szklankę, i zamyślił się. Sytuacja zdawała się wymagać ostrożności — i głowy na karku. Mali chłopcy, którzy baraszkują koło obozowisk, bywają zazwyczaj wydalani po uprzedniej chłoście. Ale on nie otrzymał batów — widocznie amulet działa na jego korzyść i wszystko tak wyglądało, jak gdyby horoskop w Umballi i kilka słów, jakie zdołał zapamiętać z mamrotań swego ojca, sprawdzały się w sposób przecudowny. Gdyby tak nie było, to czemuż by tłusty padre (ksiądz) był tak wzruszony, a ten drugi, chudy, dawał mu szklankę żółtego, rozgrzewającego wina?

— Mój ojciec zmarł w mieście Lahorze, kiedym był jeszcze maleńki. Kobieta, co miała sklep, kabarri (graciarnię) koło miejsca postoju dorożek... — zaczął Kim na chybił trafił, nie mając jeszcze pewności, o ile prawda może mu być przydatna.

— Twoja matka?

Nie! — żachnął się Kim. — Matka zmarła po moim narodzeniu. Mój ojciec dostał te papiery z Jadoo-Gher, jak tam się u was to nazywa? — (Bennett kiwnął głową) — ponieważ był na... dobrym stanowisku... jak to się u was zowie? — (Bennett skinął powtórnie) — To mi opowiedział tato. A mówił mi też... i tak samo bramin, który dwa dni temu kreślił rysunki na piasku... on mi mówił, że znajdę Czerwonego Byka na zielonym polu i ten Byk będzie mi pomagał.

— Wprost niebywały młodociany kłamca! — burknął Bennett.