„»Z przyjemnością wyrządziłem w mym życiu niejedno zło tym wszystkim, którzy mi źle życzyli, ale jeżeli kiedy skrzywdziłem was dwóch, żałuję tego i proszę, byście mi przebaczyli. Trzy muły, które usiłowałem prowadzić, rozszarpały mnie na sztuki, jak przepowiedział mi twój ojciec, Parnezjuszu. Nagie miecze czyhają u wnijścia namiotu, by zadać mi śmierć, jaką zadałem był Gracjanowi. Przeto ja, wasz wódz i cesarz, daję wam zwolnienie i chlubne świadectwo tej służby, którąście u mnie pełnili nie dla grosza i dla dostojeństwa, ale, jak miło mi przypuszczać, z miłości dla mnie!«”
„Na światłość słoneczną! — przerwał Amal. — To był człowiek niezwykły! Zdaje się, że mieliśmy mylne mniemanie o jego sługach!”
A Pertinax czytał dalej: „»Daliście mi termin, jakiego żądałem. Nie narzekajcie, jeżelim nie umiał go wyzyskać. Graliśmy wspaniale przeciwko bogom, ale oni dobrze znają wagę swoich kostek, przeto mnie przyszło płacić przegraną. Pamiętajcie, że jam był, ale Rzym jest i będzie. Powiedz Pertinaxowi, że jego matka przebywa bezpiecznie w Nicei, a jej pieniądze znajdują się pod opieką prefekta w Antipolis. Wspomnij o mnie ojcu twojemu i matce, których przyjaźń bardzo ceniłem. Moim małym Piktom i Skrzydlatym Kołpakom daj takie zlecenie, iżby mogły je zrozumieć ich tępe głowy. Gdyby wszystko poszło po mej myśli, dziś bym jeszcze posłał wam trzy legiony. Nie zapominajcie o mnie. Pracowaliśmy razem. Bądźcie zdrowi! Bądźcie zdrowi! Bądźcie zdrowi!«” Taki był list ostatni mojego cesarza!...
(Tu dzieci posłyszały chrzęst pergaminowej karty, którą Parnezjusz chował z powrotem w zanadrze).
„Omyliłem się — rzekł Amal. — Słudzy takiego męża nie sprzedadzą niczego inaczej jak za cenę miecza. Rad jestem temu!” — to mówiąc wyciągnął rękę do mnie.
„Ależ Maximus zwolnił was ze służby! — ozwał się jeden z posłów. — Macie teraz prawo służyć lub rozkazywać... komu tylko zechcecie. Jeżeli nie macie ochoty nam podlegać, to zawrzyjcie z nami przymierze!”
„Dziękujemy wam — odrzekł Pertinax — przypomnijcie sobie jednak, że Maximus przykazał nam, byśmy dali wam takie zlecenia, które będą (wybaczcie, iż przytaczam jego słowa)... które będą dla waszych tępych głów zrozumiałe”. To mówiąc pokazał im przez otwarte drzwi katapultę przygotowaną do strzału.
„Rozumiemy — rzekł jeden z posłów. — Tedy zdobycie Wału nie obejdzie się bez ofiar?”
„Bardzo mi przykro — odrzekł Pertinax śmiejąc się. — Ale tylko tym sposobem można go zdobyć!” I poczęstował ich najlepszym winem południowym, jakie mieliśmy w piwnicy. Wypili, w milczeniu obtarli ryże brody i powstali zabierając się do odejścia.
Amal, przeciągając się rubasznie (wszak mieliśmy do czynienia z barbarzyńcami), przemówił: „Tak nam było miło w tym towarzystwie... a ciekawy jestem, jak się do niejednego z nas dobierać będą kruki i rekiny, jeszcze nim te śniegi stopnieją!”