Tu nieznajomy wykonał taki gest, jak gdyby przykładał do oka strzelbę.

Hobden odpowiedział mu szybkim ruchem ręki, naśladującym zastawianie sideł na króliki.

— O nie! Teraz mi tylko to pozostało. Trza liczyć się z siłami wieku. A co to się z tobą działo przez tyle lat?

Byłem ci ja w Plymouth, w Dover byłem przecie —

oj, tułałem ci się, chłopcy, po szerokim świecie!

— zaśpiewał chłop wesoło. — Myślę, żem poznał Starą Anglię, wiela tylko można.

Tu zwrócił się ku dzieciom i mrugnął na nie, jakby wyzywająco.

— Tak? To ci tam musieli nabajać różnych niestworzonych rzeczy. Ja ino raz byłem w Starej Anglii... dojechałem aż do samego Wiltshire... tam mnie oszwabili porządnie, kiej kupowałem rękawice ogrodnicze! — burknął Hobden.

— E, wszędzie ludziska potrafią człowieka okłamać — odpowiedział Tomasz. — Widzę, że już na dobre przylgnąłeś do swoich stron i nie chce ci się stąd ruszać.

— Starego drzewa nie trza przesadzać, bo uschnie — zaśmiał się Hobden. — A mnie mniej się kwapi do śmierci, jak tobie dzisiaj do pomagania mi przy chmielu.