Przez chwilę wszyscy milczeli, w końcu De Aquila roześmiał się: „Patrzajcie no, ludzie, co za dziwo! — przemówił. — Ledwośmy uporali się z bitwą i jeszcześmy nie oddali ostatniej posługi memu rodzicowi, alić ten młokos, najmłodszy z naszych rycerzy, zdążył już osiąść w swym dworze, a podwładni mu Sasi (jak poznać po ich spasionych gębach!) nie poskąpili mu usług i hołdów. A niechże mnie święci mają w swej opiece! — Tu poskrobał się w koniec nosa. — Nigdy nie przypuszczałem, że tak łatwo podbijemy Anglię! Juści, nie pozostaje mi nic innego, jak podarować temu smykowi to, co sobie sam zdobył. A zatem, mój chłopcze, dwór ten pozostanie przy tobie, póki ja tu nie powrócę albo póki ciebie tu nie ubiją. A teraz, druhowie, na koń... i jazda! Spieszmy do Kentu za naszym książęciem, by go tam obwołać królem Anglii!”
Pociągnął mnie za sobą ku drzwiom, gdzie podprowadzono mu konia — smukłego deresza, okazalszego od mojej Jaskółki, ale przyodzianego znacznie skromniej.
„Słuchaj no — rzekł do mnie, mnąc w gniewie ogromne rękawice. — Oddałem ci pieczę nad tym dworem, gdzie wszędy na cię czyhają żądła Sasów, a widzi mi się, że oni cię tu za miesiąc ubiją, jak ubili mojego rodzica. Ale jeżeli uda ci się utrzymać dach nad głową, strzechę nad gumnem i pług na roli aż do chwili mojego powrotu, dostaniesz ode mnie tutejsze włości w wieczyste posiadanie. Albowiem książę przyrzekł hrabiemu Mortain wszystkie ziemie koło Pevenseyu, a hrabia Mortain odda mi taką ich cząstkę, jaką oddałby nieboszczykowi mojemu ojcu. Bóg jeden wie, czy obaj dożyjemy dnia, w którym Anglia będzie podbita... atoli pamiętaj, mój chłopcze, że niekiedy wojowanie to głupstwo i fraszka, natomiast (tu wziął w rękę cugle) — fortel i przebiegłość stanowią o wszystkim”.
„Niestety, nie odznaczam się przebiegłością!” — westchnąłem.
„Juści, nie dostawa44 ci jej jeszcze! — odrzekł wsadzając nogę w strzemię, po czym dosiadłszy konia, jął łechtać go końcem buta w brzuch. — Jeszcześ się nie wyćwiczył... ale zdaje mi się, żeś sobie tu znalazł dobrego mistrza. Bądź zdrów! Zdołaszli utrzymać ten dwór, to pożyjesz długo, a jeśli go stracisz, będziesz obwieszon45!”
I tak to, moje dzieci, acz byłem jeszcze młodzikiem bezwąsym, w niecałe dwa dni po bitwie pod Santlache pozostawiono mnie samego na czele trzydziestu chłopa, w nie znanym mi kraju, wśród ludzi mówiących obcą dla mnie mową, poruczając mi dozór nad zabraną im ziemią.
— Czy tą ziemią, która teraz do nas należy?
— Tak jest, w tych to było stronach. Przypatrzcie się, jako ciągnęły się one włości. Naprzód tedy od Górnego Brodu, inaczej Brodu Welanda, aż do Dolnego Brodu, koło Belle Allée, jakie pół mili ze wschodu na zachód. Zasię od Beaconu do Brunaburgh, które jest poza nami, ciągnęły się przez dobrą milę z północy na południe. Wszędy po lasach grasowali rozbitkowie lub zbiegli z pola bitwy sascy łotrzykowie, normańscy łupieżcy, kłusownicy i rabusie. Istne gniazdo szerszeni!
Po odjeździe De Aquili Hugon chciał mi dziękować, iżem ocalił im życie; żachnęła się na to pani Aelueva, twierdząc, jakobym to wszystko był zdziałał gwoli46 przywłaszczenia sobie ich dworu.
„Zalim wiedział, iż mi go Aquila podaruje? — odrzekłem. — Gdybym mu napomknął, iż przez noc całą dźwigałem wasz powróz na szyi, on by już po dwakroć puścił z dymem wasze siedlisko!”