„Wierę! — rzecze De Aquila. — A spójrzcie, iż on jest bez miecza!” I wskazał na pas Hugona, gdyż (jak podobno wam wspomniałem) Hugon odpasał miecz swój nazajutrz od chwili, gdym mu go z ręki wytrącił pod Santlache; odtąd nosił jedynie krótką mizerykordię55 i łuk przydługi. „Bez mieczaś i bez ziemi, Hugonie, a dyć cię zowią krewniakiem grafa Godwina (iście był Hugon z krwi Godwinowej). Dwór, który był twój dotychczas, został oddany temu junakowi i jego potomstwu po wieczyste czasy. Podnieś się tedy i ukorz przed nami, Hugonie, boć możemy cię stąd wyżenąć56 jako psa nędznego”.
Hugon nic nie odrzekł, jenom słyszał, jako zgrzytał zębami. Wtedym się porwał przeciwko De Aquili, zwierzchnikowi memu i panu, każąc, aby milczał, jeśli nie chce, bym mu wtłoczył te słowa z powrotem do gardła. De Aquila począł się śmiać serdecznie, aże mu łzy pociekły po twarzy.
„Ostrzegałem ci króla — rzecze — przed tym, co się stanie, gdy odda ziemię angielską w ręce naszych normandzkich łupieżców. Wszak to, Ryszardzie, niecałe dwa dni, jakom cię zatwierdził panem tutejszego dwora, a ty jużeś pokwapił się do rokoszu57 przeciwko swemu zwierzchnikowi i panu. Jakoż my z nim postąpim, mości Hugonie?”
„Jestem bezbronny — odparł Hugon — nie lza58 ci szydzić z bezbronnego!” To rzekłszy oparł na kolanach głowę i zapłakał.
„Ej, głupiś, po dwakroć głupi! — zawołał De Aquila zgoła już innym głosem. — Toż nie dalej jak pół godziny temu podarowałem ci dwór Dallington tam za górą!” To rzekłszy wyciągnął rękę ponad posłaniem i znowu dźgnął Hugona poufale pochwą pod żebro.
„Mnie? — zdziwił się Hugon. — Toż jestem Sasem i nie ślubowałem wierności żadnemu z Normandów, okrom59 obecnego tu Ryszarda, którego miłuję”.
„W zacnych i zbożnych czasach, których dla grzechów moich ponoć nie dożyję, na ziemi angielskiej nie będzie ani Sasów, ani Normańczyków — odeprze mu De Aquila. — Znam ci ja się coś niecoś na ludziach, tedy ci rzekę, iż chocieś niezaprzysiężony, służysz mi wierniej niż wielu Normańczyków, których bym ci mógł wyliczyć po imieniu. Weźże sobie tedy Dallington, a jeśli wola i ochota, to połącz się z Ryszardem i wypowiedz mi wojnę, chociażby jutro!”
„O nie! — odrzekł Hugon. — Nie jestem dzieckiem! Przyjmując dar, zobowiązuję się do wiernej służby!” Złożył obie ręce w dłoniach De Aquili i zaprzysiągł mu wierność. Wówczas, jako pomnę, ucałowałem go serdecznie, a De Aquila ucałował nas obu.
Potem usiedliśmy przed szałasem, bo już się robił dzień. De Aquila przyglądał się naszym chłopom idącym do roboty na polach i gawędził z nami to o rzeczach świętych, to o łowach i ujeżdżaniu koni, to znów dawał nam rady, jak mamy rządzić w naszych dworach, to wreszcie odsłaniał nam zalety i wady króla jegomości. Tak ci do nas teraz mówił, jak gdybyśmy byli jego rodzonymi braćmi. Naraz przekradł się do mnie jakiś chłop (a był ci to jeden z owych trzech, których omieszkałem60 powiesić przed rokiem) i grzmiącym głosem oznajmia (takim to głosem Sasowie zwykli szeptać w ucho swe tajemnice), że pani Aelueva chce ze mną pomówić w wielkiej świetlicy. Już przódziej, gdy chadzała po dworskich obejściach, miała ten zwyczaj, iż zawiadamiała mnie, dokąd się wybiera, bym mógł wyprawić kilku łuczników, którzy by szli za nią i przed nią i strzegli jej kroków. Nierzadko się zdarzało, iżem przyczajał się w lesie i również przyglądał się jej przechadzkom.
Poszedłem tedy żwawo, a gdym doszedł do dźwierzy dworzyszcza, one otworzyły się znienacka i stanęła w nich pani Aelueva, mówiąc tak do mnie: „Mości Ryszardzie, izali61 nie raczysz wnijść62 do swej świetlicy?” To rzekłszy rozpłakała się, ale nikt tego nie widział krom63 nas dwojga.