I jął z zachwytem wybijać takt każdego wiersza.

A odtąd brzegi (rzekł Othere)

wić się poczęły już...

Więc wciąż dążyłem żmudnie

wzdłuż brzegów — na południe,

na przestwór nie nazwanych mórz...

— Nie nazwanych mórz! — powtórzył. — Tak i jam uczynił... i ja, i Hugo...

— A dokąd pojechaliście? — zapytała Una. — Opowiedz nam, bardzo proszę...

— Zaczekaj. Pozwól, bym wpierw posłuchał dalszego ciągu pieśni.

Więc Dan czytał ciąg dalszy utworu — do samego końca. Wówczas pan Ryszard głos zabrał: