(Co sił! co sił!
hej, hej, ku Stavanger!)
4. Na stare lata w Pevenseyu
Nie będę już wam opowiadał o diabłach ani o małpach — ciągnął dalej półgłosem pan Ryszard. — Tym razem opowiem wam o De Aquili, nad którego nigdy nie było mężniejszego, przemyślniejszego i dumniejszego rycerza. A miejcie w pamięci, że był on naonczas w wieku nader podeszłym.
— Kiedy? — zapytał Dan.
— Wtedy, gdyśmy wrócili z wyprawy odbytej wespół z Wittą.
— A co zrobiliście ze złotem? — dopytywał się Dan.
— Miejcież, proszę, nieco cierpliwości. Nie od razu płatnerz kolczugę wykonywa98, ale ogniwo do ogniwa wiązać musi. Wszystko opowiem wam we właściwym czasie. Przewieźliśmy ono złoto — trzy wielkie ładunki — na końskich grzbietach do Pevenseyu, tam zasię złożyliśmy je w komorze na północ wystawionej, ponad wielką świetlicą zamku pevenseyskiego, gdzie De Aquila spędzał zimę. Tam on siedział na swym legowisku niby siwy sokół na gnieździe i przysłuchiwał się naszym opowieściom, zwracając głowę to w jedną stronę, to w drugą. Na schodach straż pełnił Jaśko, stary, zgorzkniały wojak, Rakiem przezwany; De Aquila wszakże kazał mu zejść w dół i pilnować proga, a drzwi osłonił podwójną skórzaną oponą99. Onże to był Jaśko, którego był De Aquila przysłał do nas z końmi, i on to sam pomagał nam w przewozie złota; okrom niego nikt nie był wtajemniczony w całą sprawę. Gdyśmy zakończyli naszą opowieść, De Aquila powiadomił nas o tym, co działo się w Anglii, albowiem byliśmy jako ludzie zbudzeni nagle ze snu po śnie całorocznym. Król Rudy już nie żył... zabito go (pewno pamiętacie?) w onym dniu, gdyśmy odbili od brzegów angielskich. Młodszy brat jego, Henryk, zagarnął władzę królewską na przekór Robertowi z Normandii. Tak samo był właśnie postąpił król Rudy względem Roberta, gdy zmarł nasz wielki król Wilem. Tedy rzeczony Robertus Normandzki, rozjuszony (jak mówił De Aquila) dwukrotną utratą królestwa, wyprawił do Anglii wielkie wojsko; wojsko to jednakże zostało pobite i odparte do okrętów stojących w Portsmouth. Maluczko brakowało, a okręt Witty mógłby się z nimi spotkać w onym porcie. Na szczęście zawinęliśmy tam nieco później.
„Teraz zasię — mówił De Aquila — połowa wielmożów z północy i zachodu powstała przeciwko królowi pomiędzy Salisbury i Shrewsbury, a druga połowa oczekuje, jaki będzie przebieg tej walki. Powiadają, że Henryk jest dla nich nazbyt zangliczały, jako że ożenił się z Angielką, która go namówiła, by przywrócił dawne prawa naszym Sasom (co do mnie, sądzę, że zawżdy najlepiej nakładać koniowi wędzidło, do którego się przyzwyczaił). Ale to jest jeno płaszczyk, pod którym skrywają swą obłudę”. Jął stukać palcem w stół, po którym rozlało się wino, po czym mówił dalej w tym sposobie:
„Po bitwie pod Santlache każdy z nas, baronów normandzkich, otrzymał od króla Wilema sowity dział angielskich włości. Jam również dostał pokaźny szmat ziemi (to mówiąc poklepał Hugona po ramieniu), przedsię ostrzegałem króla jeszcze na długi czas przed rokoszem, jaki wzniecił Odo, że baronowie powinni zrzec się swych majętności i zaszczytów w Normandii, jeżeli chcą być dziedzicznymi panami ziemi angielskiej. Teraz oni są ledwie nie książętami zarówno w Anglii, jak w Normandii... Ot, takie wypasione kundle, co wlazłszy łapą w jedną misę, łypią ślepiami w stronę drugiej! Robert Normandzki przysłał im orędzie, że jeżeli nie będą walczyli w jego sprawie na ziemi angielskiej, to on złupi im doszczętnie ich posiadłości w Normandii. Przeto zbuntował się Clare, zbuntował się Fitz Osborne, zbuntował się i Montgomerry, jenże był jeszcze przez naszego pierwszego króla Wilema mianowany hrabią angielskim. Wyruszył ze swymi ludźmi nawet D’Arcy, którego ojciec, jako pomnę, był sobie prostym szaraczkiem koło Caen niby ten wróblik na płocie. Jeżeli Henryk zwycięży (powiadał), tedy baronowie wszak mogą schronić się do Normandii, gdzie Robert przyjmie ich z otwartymi ramionami. Jeżeli zasię Henryk będzie pobity (mówił dalej tenże D’Arcy), obdarzy ich znaczniejszymi posiadłościami w Anglii. Ach, bodajby nam licho wzięło tę Normandię... boć ona przez wiele jeszcze lat będzie przekleństwem naszego kraju!”