Una wyjęła procę Dana z tajemnej kryjówki i przygotowała się na spotkanie wojsk Larsa Porsenny113, przekradających się poprzez zbielałe od wiatru osiczyny rosnące nad potokiem. Wicher hulał i huczał w dolinie, a Una nuciła żałośliwie:

Werbenna aż do Ostii

spustoszył krainę całą,

Astur szturmował Ianiculum114,

straż tam wycięto śmiałą.

Atoli wiatr ani myślał nacierać na las, tylko skręcił w bok i zatrząsł dębem stojącym samotnie na pastwisku Gleasona. Tutaj skurczył się i jakby przyczaił wśród traw, z lekka wymachując ich czubkami, jak kot, co zanim skoczy, wymachuje koniuszkiem ogona.

— „A teraz witaj, witaj, Sekstusie!” — zawołała Una, nakładając kulę do procy.

Ojczyste powitasz domy!

Czemu się wahasz, z drogi zawracasz?

Tu wiedzie droga do Romy!