Mężczyzna uśmiechnął się.
— Czyż Faun nie zapowiadał wam, że tu przyjdę?
— Czy masz na myśli Puka? Nie, nic nam nie mówił. Wzięłam ciebie za jedną z krów Gleasona. Ja... ja... nie wiedziałam, że ty... że ty... A kim ty jesteś?
Mąż zbrojny roześmiał się na całe gardło, ukazując dwa rzędy lśniących zębów. Twarz miał smagłą, ciemne oczy, a krzaczaste, czarne brwi zrosły się w gęstą kępę ponad silnie zarysowanym nosem.
— Imię moje Parnezjusz. Byłem zaś centurionem117 siódmej kohorty trzydziestego legionu... zwanego Ulpiuszowym i zwycięskim: Ulpia Victrix118. Czy to ty strzeliłaś do mnie tą kulą?
— Tak, to ja. Bawiłam się procą Dana... — tłumaczyła się Una.
— Procą? — zawołał centurion. — Znam się i ja coś niecoś na tej broni. Pokaż mi, jak to wygląda.
Przeskoczył przez lichy płotek, pobrzękując włócznią, zbroją i puklerzem, po czym lekko a zwinnie, niby cień, wspiął się na wysokość Volaterrae.
— Aha! Widełki z patyka, a na tym pętla! Widywałem takie rzeczy! — zawołał z radością i szarpnął gumkę. — Ale... ale jak się nazywa to przedziwne zwierzę, które ma tak rozciągliwą skórę?
— To jest lapstyczne... chciałam powiedzieć... elastyczne. Kładzie się kulkę do tej pętliczki, a potem trzeba mocno pociągnąć.