Centurion nałożył kulę, szarpnął gumkę z całej siły — i skaleczył się w palec boleśnie.
— Niech każdy walczy własnym orężem! — rzekł oddając procę w ręce Uny. — Co do mnie, łatwiej mi się obchodzić z dużą maszyną, mała dzieweczko.... Bądź co bądź, ładna to zabaweczka, choć wilk nic by sobie z niej nie robił. Czy ty się nie boisz wilków?
— Ależ tu ich nie ma wcale — odpowiedziała Una.
— Nie wierz temu! Wilki są w tym podobne do Skrzydlatych Kołpaków, iż pojawiają się wówczas, gdy ich się nikt nie spodziewa. Czyż u was nie urządzają polowań na wilki?
— My nie polujemy — odrzekła Una przypomniawszy sobie zdanie posłyszane kiedyś od dorosłych. — My... ochraniamy bażanty. Czy ty je widywałeś?
— Chyba że tak! — odpowiedział młodzian uśmiechając się znowu i zaczął naśladować krzyk bażanta tak wybornie, iż z zarośli jakiś ptak dał mu odzew tymże głosem.
— Och, te bażanty! Takie to duże, a takie krzykliwe, takie pstrokate i głupie! Zupełnie jak niektórzy Rzymianie! — zauważył centurion.
— Ale ty chyba sam też jesteś Rzymianinem? — zapytała Una.
— T... tak i nie... Jestem jednym z wielu tysięcy Rzymian, którzy nigdy w życiu nie widzieli Rzymu... co najwyżej na obrazku. Ród mój od wielu pokoleń mieszkał na Vectis. Vectis jest to miano owej wyspy, leżącej stąd na zachód, którą widać w oddali w dni pogodne.
— Czy masz na myśli wyspę Wight? Ona wyłania się z morza, ilekroć zanosi się na deszcz, a ze Wzgórz Wapiennych widać ją nieźle.