— Być może, że to o nią chodzi. Nasz dwór stał na południowym zrębie wyspy, koło urwistych skał. Przeważna część budynków liczyła już sobie ze trzysta lat, ale owe koszary, w których żył praojciec naszego rodu, były chyba jeszcze starsze o jedno stulecie. Tak, tak! Nie mylę się, bo przecie nasz praszczur otrzymał ziemię przy podziale gruntów osadniczych jeszcze za wodzostwa Juliusza Agrykoli119. Był to wcałe niezły mająteczek. Wiosną rosły tam wszędzie fiołki, do samego niemal morskiego brzegu. Nieraz tam chodziłem z naszą starą piastunką, zbierając dla matki równianki fiołków, a dla siebie pęki wodorostów.
— Czy twoje niania była... była też Rzymianką?
— O nie! Pochodziła z Numidii. Niechże ją bogi mają w swej opiece! Poczciwe to było kobiecisko! Brunatna była na gębie, przy tym otyła i nieruchawa, a język jej bełtał się i trajkotał bez ustanku jak ta kołatka pod szyją krowy. Była kobietą wolną. A skoro o tym mowa... pozwól, iż cię zapytam, dzieweczko: czy ty jesteś wolna?
— O tak, zupełnie — odpowiedziała Una. — Przynajmniej... do podwieczorku... Zresztą w lecie nasza guwernantka nie bardzo na nas się gniewa, jeżeli się spóźnimy...
Młodzian znów się zaśmiał — szczerze i z wyrozumiałością.
— Widzę to! — rzekł. — Tym się tłumaczy, że teraz przebywasz w lesie. My, za naszych czasów, chowaliśmy się wśród skał...
— A więc i wyście mieli guwernantkę?
— Czemuż by nie? Owszem... i to jeszcze Greczynkę! Chodziła w długiej sukni, którą podwijała w zabawny sposób, uganiając za nami pośród kęp janowca. Śmialiśmy się z niej do rozpuku, a ona nam groziła chłostą... jednakże zbyt dobre serce miała poczciwina, by spełnić swą groźbę! A trzeba wiedzieć, że nasza Aglaja przy całej swej uczoności była kobietą zręczną i krzepką.
— Ale jakie miewaliście lekcje, gdy... gdy jeszcze byłeś mały?
— Historię starożytną, czytanie klasyków, arytmetykę... i tak dalej! — odpowiedział z niechęcią centurion. — Siostra moja i ja mieliśmy głowy dość tępe, ale dwaj moi bracia (jestem średni pomiędzy nimi) lubili te zajęcia, a matka, trzeba ci wiedzieć, przewyższała nas sześciokrotnie swym wykształceniem. Była niemal tego wzrostu, co ja teraz, a przy tym podobna do nowego posągu Demetry120 z koszykami, stojącego koło zachodniego gościńca. A jaka dowcipna! Ach, na bóstwo Romy! Jak ta mateczka umiała nas rozśmieszyć!