— Do jakich wód?

— Do Aquae Sulis122. Wszyscy tam jeżdżą. Poproś swego ojczulka, żeby cię kiedy tam zabrał.

— Ale gdzie to jest? Ja nie wiem...

Młodzian miał przez chwilę minę wielce zdumioną.

— Aquae Sulis! — powtórzył. — Najlepsze kąpielisko w całej Brytanii! Powiadano mi, że lepszych łaźni nie ma nawet w Rzymie. Rozmaite tłuściochy i pasibrzuchy siedzą tam godzinami w gorącej wodzie, plotkując i rozprawiając o polityce. Po ulicach maszeruje gwardia, towarzysząca wielkim wodzom, albo posuwają się w lektykach wysocy dostojnicy, za którymi kroczy oddział posępnych liktorów123. Można tam spotkać wróżbitów, złotników, kupców, filozofów, ptaszników, arcyrzymskich Brytyjczyków, arcybrytańskich Rzymian, obłaskawionych dzikusów, co udają ludzi cywilizowanych, dalej kaznodziejów żydowskich i... o, wiele jeszcze innych ciekawych rzeczy. My, młodzi, rzecz zrozumiała, nie interesujemy się polityką i nie mamy podagry, ale ponieważ spotykamy tam wielu do nas podobnych, przeto nie nudzi się nam bynajmniej.

Gdyśmy się tak tam bawili niefrasobliwie, moja siostra poznała syna jednego z urzędników z zachodniej części kraju — i po roku została jego żoną. Mój brat młodszy, który zawsze miał upodobanie do różnych ziół i korzonków, zawarł znajomość z naczelnym lekarzem jednego z legionów stojących w Grodzie Legionowym i postanowił zostać lekarzem wojskowym. Ja uważam, iż zawód ten niezbyt jest godny człowieka wolno urodzonego, ale ostatecznie... nie mogę odpowiadać za poglądy młodszego brata. Pojechał tedy na studia lekarskie do Rzymu i teraz jest naczelnym lekarzem jednego z legionów, stojących w Egipcie (zdaje mi się, że w Antinoi), ale od owego czasu nie miałem o nim wieści.

Najstarszy mój brat poznał pewnego greckiego filozofa i oświadczył ojcu, iż zamierza osiąść na roli jako ziemianin i myśliciel. A trzeba ci wiedzieć (tu oczy centuriona zmrużyły się figlarnie), że ten filozof, który go do tego skłonił, miał długie włosy...

— Myślałam, że wszyscy filozofowie są łysi — rzekła Una.

— Nie wszyscy. Mój brat miał dobry gust w filozofii, bo wybrał sobie za żonę piękną dziewczynę. Jego postanowienie było mi bardzo na rękę, bo miałem zawsze pociąg do wojaczki i obawiałem się, że będę musiał siedzieć w domu i doglądać gospodarstwa, a brat zabierze mi... to!

To mówiąc stuknął ręką w wielką, błyszczącą tarczę, która nie zdawała się mu zawadzać ani ciężyć.