I pokazał skaleczony palec.
— Współczuję panu! Pewno pan pociągnął za mocno! — odrzekł Dan. — Ale Puk mi doniósł, że pan opowiada Unie jakąś historię.
— Opowiadaj dalej, Parnezjuszu! — rzekł Puk usadowiwszy się na uschniętej gałęzi ponad ich głowami. — Ja będę dodawał objaśnienia do jego opowieści. Czy bardzo ci suszył głowę, Uno?
— O nie, wcale nie! Tylko... tylko... nie bardzo wiem, gdzie się znajduje to jakieś Ak... Ak...
— Aha, Aquae Sulis! Jest to miejscowość kąpielowa, z której przywożą wam obwarzanki. Niech no ten bohater opowiada swoje dzieje!
Parnezjusz udawał, że zamierza dźgnąć włócznią nogi Puka, ale Puk szybkim ruchem zsunął się w dół, chwycił za koński pióropusz i ściągnął pyszny szyszak z głowy wojownika.
— Dzięki ci, wesołku! — rzekł Parnezjusz potrząsając czarną, kędzierzawą czupryną. — Tak mi będzie chłodniej. A teraz zawieś szyszak na gałęzi... Opowiadałem właśnie twej siostrze, jak zaciągnąłem się do armii — dodał zwracając się do Dana.
— Czy musiałeś zdawać egzamin? — zapytał Dan podniecony.
— O nie! Poszedłem do ojca i oznajmiłem, że chciałbym wstąpić do konnicy dackiej126 (żołnierzy tego autoramentu widywałem w Aquae Sulis). Ojciec mi jednak jął doradzać, bym raczej rozpoczął służbę w jednym z regularnych legionów, przybyłych z Rzymu. Ja zasię, jak większość młodego pokolenia, nie bardzom sobie lubował w tym, co rdzennie rzymskie. Ci urzędnicy i oficerowie, którzy byli rodowitymi Rzymianami, patrzyli z pogardą na nas, urodzonych w Brytanii, jak gdyby mieli nas za barbarzyńców. Wytłumaczyłem to wszystko mojemu ojcu, a on mi na to: „Wiem, iż oni tak postępują, ale pomnij, mój synu, iż mimo wszystko jesteśmy latoroślą starego szczepu i że mamy obowiązki względem cesarstwa”.
„Jakiego cesarstwa? — zapytałem. — Wszak rozdarliśmy naszego orła, zanim jeszcze na świat przyszedłem”.