„Cóż to za złodziejska mowa?” — huknął ojciec nie lubiący gminnych127 wyrażeń.

„Zaraz ci wytłumaczę, panie ojcze — odrzekłem. — Przecie mamy jednego cesarza w Rzymie, ale w dalej położonych prowincjach zdołano w różnych czasach obwołać nie wiem już ilu cesarzy. Któremu z nich winieniem posłuszeństwo?”

„Gracjanowi128! — odrzekł ojciec. — Ten przynajmniej jest miłośnikiem zabaw rycerskich...”

„Juści129! — odpowiedziałem. — Podobno nawet niedawno przemienił się w Scytę130 żywiącego się surową wołowiną?”

„Gdzieżeś słyszał takie plotki?!” — zawołał pater.

„W Aquae Sulis” — odpowiedziałem. Wiadomość zresztą była najzupełniej prawdziwa. Nasz sławetny cesarz Gracjan miał gwardię przyboczną złożoną z samych w skóry odzianych Scytów i tak się w nich rozmiłował, że zaczął się ubierać tak jak oni. Było to nie gdzie indziej, ale w samej stolicy, w Rzymie! Coś równie niesłychanego, jak gdyby mój rodzony ojciec pomalował się na niebiesko!131

„Mniejsza o stroje! — rzecze mi na to pater. — One są jeno rąbkiem i pozorem całej sprawy. Niesnaski rozpoczęły się już wtedy, gdy ani ciebie, ani mnie nie było jeszcze na świecie. Roma zapomniała o swych bogach i musi za to ponosić karę. Wielka wojna z Malowanym Plemieniem wybuchła w tym samym roku, w którym świątynie naszych bogów uległy zburzeniu. A gdy świątynie odbudowano, natychmiast pokonaliśmy znowu Malowane Plemię. Ale cofnijmy się jeszcze dalej...” I cofnął się aż do czasów Dioklecjana132. Słuchając słów ojca, można było nabrać mniemania, jakoby wiekuisty Rzym stanął już nad brzegiem ruiny dlatego tylko, iż garstka ludzi nieco rozpuściła wodze swym myślom. Wpierw o tym wszystkim nie miałem pojęcia. Aglaja tak była przejęta wspomnieniami odległych dziejów greckich, iż nie stało jej czasu na opowiedzenie nam dziejów naszej własnej ojczyzny.

„Nie ma już ratunku dla Rzymu — rzekł w końcu pater. — Rzym zapomniał o swych bóstwach! Ale jeżeli bogowie nam przebaczą, to zdołamy ocalić przynajmniej Brytanię. Żeby to osiągnąć, musimy odeprzeć najazdy Malowanego Plemienia. Przeto powiadam ci, Parnezjuszu, jako ojciec, że jeżeli serce twoje rwie się do służby, tedy miejsce twe jest pomiędzy mężami na Wale, a nie pośród niewieściuchów miejskich”.

— Na jakim wale? — zapytali jednocześnie Dan i Una.

— Ojciec miał na myśli wał, który zwą Wałem Hadriana133. Opowiem wam o nim później.