— My nic nie możemy? Zaczekajcie trochę, zobaczycie!

— Widzicie! — rzekł Beetle w zamyśleniu. — To znaczy, że was jeszcze nigdy jak się patrzy nie tresowano. Chłosta publiczna to nic wobec małego posiedzonka, jakie was czeka. Załóżmy się o pięć szylingów, że będziecie płakać jak dzieci i przyrzekniecie wszystko, czego tylko zażądamy.

— Słuchaj, Beetle, jak wstaniemy, to zbijemy was tak, że wyjdziecie stąd półżywi.

— Ale naprzód wy będziecie półżywi. Dawaliście Clewerowi „gruszki”?

— Dawaliście Clewerowi „gruszki”? — powtórzył jak echo M’Turk.

Kiedy powtórzyli pytanie po raz dwudziesty — żaden chłopak nie wytrzyma tortury bezustannego pytania, co stanowi główną istotę tej męczarni — przyszło wyznanie.

— Niech was diabli wezmą, dawaliśmy.

— Dostaniecie też.

Wsypali im „gruszki” w głowy zgodnie ze starą praktyką. A porządne „gruszki” to nie żart, stary Molly Fairbrun nie wsypałby ich lepiej.

— Dawaliście Clewerowi „szczotkę”?