— Morowe cygarko!

— Możesz sobie rzygać, jak chcesz, ja nie muszę. No więc cóż robimy, Turkey?

— Ano, chodźmy!

— Bierzcie czapki. Dwu przeciw jednemu, Beetle. Musisz iść.

Na korytarzu zobaczyli przed czarną tablicą z ogłoszeniami gromadę chłopców, wśród nich małego Foxy’ego, sierżanta szkolnego.

— Pewnie znowu granica! — rzekł Stalky. — Hallo, Foxy, dlaczego włożyliście żałobę?

Sierżant miał na ramieniu szeroką przepaskę z krepy.

— Służył w moim dawnym pułku — rzekł, wskazując ruchem głowy tablicę, na której widać było wycinek z gazety, umieszczony między listami apelu.

— Mój Boże! — mówił Stalky, zdejmując czapkę z głowy po przeczytaniu paru wierszy. — Ależ to stary Duncan, gruby Porcus! Padł w bitwie gdzieś koło jakiegoś Kotalu czy coś podobnego. Zbierając dookoła siebie swych ludzi z najwyższym bohaterstwem. Jeszcze by też! Ciało odbito. Tym lepiej. Oni czasem ciała ćwiartują, prawda, Foxy?

— Okropnie! — odpowiedział sierżant krótko.