— I tego człowieka — odezwał się Flint, kiedy się drzwi za rektorem zamknęły — chcecie ubrać w nową kłótnię szkolną!
— Ja chciałem tylko wiedzieć, co ty na to powiesz! — odpowiedział pośpiesznie Perowne. — Dziwnie łatwo dajesz się naciągać, Flint.
— No, mniejsza z tym! Stary rozbił nam pierwszą piętnastkę na kawałki, ale my musimy teraz te kawałki pozbierać i zlepić, inaczej Starzy Chłopcy dadzą nam łupnia! Musimy awansować wszystkich z drugiej piętnastki i dajmy grać starszym chłopcom. Tam są z pewnością fury talentu, który można oszlifować jako tako od dziś do meczu.
Sprawę przedstawiono w liceum jako tak niecierpiącą zwłoki, że nawet Stalky i M’Turk, którzy udawali, że lekceważą futbol, grali teraz z całym zapałem. Awansowano ich, zanim zapał ich zdołał ostygnąć, a wówczas godność ich czapek wymagała już rozwinięcia pewnej gorliwości. Drużyna miała obowiązek pracować co najmniej cztery dni na tydzień i liceum z wolna zaczęło nabierać otuchy.
W ostatnim tygodniu przed meczem zaczęli się zjeżdżać Starzy Chłopcy, a pojawienie się każdego z nich było wprost propocjonalne do ich wartości. Jaśnie wielmożnych panów kadetów z Sandhurst i Woolwich, którzy opuścili liceum przed rokiem, ale dźwigali teraz olbrzymie miecze u boku, witali ci, którzy do niedawna jeszcze siedzieli wraz z nimi na tej samej ławce, serdecznym „Servus, jak się masz, co słychać?”. Młodsi oficerowie obrony krajowej cieszyli się większym szacunkiem, ale mimo wszystko dawano im do poznania, że i oni nie są ulani z najszlachetniejszego metalu. Renegatów, którzy przepadłszy przy egzaminie do Sandhurst, poświęcili się handlowi lub karierze bankowej, witano po starej znajomości, jednakże bez najmniejszego zapału i większych ceremonii. Za to kiedy prawdziwi subalterni, oficerowie i istotni gentlemeni — ludzie, którzy wracali z końca świata i dlatego nie nosili już żadnych szabel, pojawiali się na widowni, przechadzając się pod ramię z rektorem, cała szkoła rozstępowała się na prawo i lewo w pełnym podziwu milczeniu. A gdy jeden z nich położył rękę na ramieniu Flintowi, samemu kierownikowi gier i sportu, wołając „Rany Boskie, i któż to pozwala sobie tak rosnąć, ty byłeś przecie nędznym mikrusem, gdy ja wychodziłem z liceum”! — wyraźna aureola okoliła głowę Flinta. Chodzili po korytarzu z małym sierżantem szkolnym, opowiadając mu różne nowinki o starych pułkach; wpadali do sal wykładowych, wciągając w nozdrza dobrze znaną sobie woń atramentu i wapna; odnajdowali w niższej klasie siostrzeńców i bratanków, i obdarowywali ich niezmiernymi bogactwami, albo wdzierali się do sal gimnastycznych i kazali Foxy’emu pokazywać sobie nowe ćwiczenia na poręczach.
Głównie jednak rozmawiali z rektorem, który był ich wszystkich spowiednikiem i doradcą. W swoim naiwnym dzieciństwie krzyczeli nieraz, że ten Prusak Bates to chytry lis, w bezmyślnej młodości uciekali się do jego rozumu i sprytu. Młody człowiek, który wpadł, zawiązawszy stosunek z córką cukiernika z Plymouth, przezorny młodzieniec, spodziewający się spadku a niedowierzający prawnikom, człowiek ambitny, wahający się między dwiema drogami, nie wiedząc, którą dalej zajść może, rozrzutnik prześladowany przez lichwiarzy, chłopak gwałtowny, poróżniony z kolegami z pułku, wszyscy przychodzili do niego ze swymi troskami i zmartwieniami, a ten Chiron, w słowach nieprzeznaczonych dla uszu dziecięcych, wskazywał im środki pewne i niezawodne odwrócenia, zwyciężenia lub uniknięcia trudności. Przepełniali jego dom, wypalali mu cygara i pili jego zdrowie, jak piliby je na całej kuli ziemskiej wszędzie, gdzie tylko spotkałoby się dwu lub trzech uczniów starej szkoły.
— Nie przestajecie palić ani na chwilę! — mówił rektor. — Im gorszy będziecie mieć „trening”, tym lepiej dla nas. Zdemontowałem pierwszą piętnastkę nadliczbowymi lekcjami.
— Ach, wszak my jesteśmy drużyną zebraną tylko przypadkowo. Czy pan im powiedział, że będziemy potrzebowali zastępcy, nawet gdyby Crandall mógł grać? — pytał porucznik odznaczony medalem D.S.O.89
— Pisał mi, że będzie mógł grać, z czego by wynikało, iż nie był tak bardzo ciężko ranny. Przyjeżdża jutro rano.
— Crandall młodszy to ten, co odbił ciało biednego Duncana?