— Zaraz, to mi przypomniało jedną rzecz. Ze Starymi Chłopcami przyjeżdża Crandall — zaprosiłem ich dwudziestu, zdaje się jednak, że przyjedzie słaba drużyna. Ale, prawdę mówiąc, nie wiem, czy Crandall na co się przyda. Poraniono go ciężko w walce o ciało Duncana.

— Crandall starszy — artylerzysta? — zapylał Perowne.

— Nie, młodszy, Crandall-Dereń — oficer hinduskiego pułku... Tyś go jeszcze nie znał, Perowne.

— Gazety nic o nim nie pisały. Czytaliśmy tylko o Porcusie. Co Crandall zrobił, panie rektorze?

— Przyniosłem wam pewnien dziennik indyjski, który mi przysłała jego matka. Mogę powiedzieć — chłopak pięknie się spisał. Chcecie, żebym wam przeczytał?

Rektor umiał czytać. Kiedy skończył całą gęsto zadrukowaną szpaltę, wszyscy mu grzecznie podziękowali.

— Pięknie to świadczy o naszej starej budzie! — odezwał się Perowne. — A swoją drogą szkoda, że nie przyszedł na czas, aby uratować Porcusa. To już dziewiąty w przeciągu ostatnich trzech lat, prawda?

— Tak — odpowiedział rektor. — I przypominam sobie, że dokładnie przed pięciu laty w tym kursie uwolniłem go od wszelkich gier z powodu niezbędnych lekcji dodatkowych. Ale à propos — Flint, kogóż ustanawiasz kierownikiem gier i sportu?

— Nie myślałem o tym jeszcze. Kogo pan rektor chciałby polecić?

— Ja? Dziękuję bardzo, ani mi w głowie. Słyszałem wprawdzie czasem za swymi plecami, że stary Prusak Bates to cwaniak, ale nie myślę brać na siebie odpowiedzialności za nowego kierownika gier i sportu. Proszę załatwić to między sobą. Dobranoc.