— Prawie?

Kolano M’Turka wjechało mu w tył i posłało go w stronę Stalky’ego, który go natychmiast tym samym sposobem odesłał.

— Powinien byś za to wisieć!

— A stary powinien by dostać za to V. C.90 Jakże, przecie on do tego czasu mógł umrzeć i być pochowany. Ale nie, nie. Nic z tego! Ho! Ho! Smarował przez płot, jak stara, wesoła sroka! Ekstrabaty, pięćset wierszy i tydzień kozy — wszystko jakby nigdy nic.

— Zdaje mi się, że czytałem o czymś podobnym w jakiejś książce! — przypomniał sobie Beetle. — Jak Boga kocham, co za byczy mąż91! Pomyślcie tylko.

— Właśnie myślę! — rzekł M’Turk.

To rzekłszy, wydał jakiś tak straszny irlandzki okrzyk, że cała drużyna się za nim obejrzała.

— Cicho bądź! — zawołał Stalky, tańcząc z niecierpliwości.

— Zostawcie to tylko wujowi Stalky’emu, już on się ze starym rozprawić potrafi. Beetle, jeśli choć słówko piśniesz, zanim ci pozwolę, zabiję cię! Habeo capitem crinibus minimis. Trzymam go za najkrótsze włosy. A teraz zróbcie takie miny, jakby nigdy nic.

Zbyteczne było jednak wszelkie udawanie, ponieważ szkoła zajęła się najzupełniej wydawaniem gromkich okrzyków na cześć graczy nierozegranego meczu. Chłopcy nie zwracając uwagi na zabłocone trzewiki, kręcili się całymi gromadami dokoła łazienek, podczas kiedy członkowie drużyn myli się. Wrzeszczeli „hura”, ile razy udało im się zobaczyć małego Crandalla, a jeszcze głośniej wołali „hura” po modlitwie, kiedy pojawili się Starzy Chłopcy w strojach wieczorowych i podkręcając swobodnie wąsa, zamiast stanąć wśród nauczycieli, ustawili się szeregiem pod ścianą, tuż przed szeregiem prefektów, a rektor wywoływał ich także — major, minor, tertius, jak za dawnych czasów.