— Cóż takiego?
— Wyobraźmy sobie, że jakiś chłopak znajduje drugiego zdychającego na dyfteryt, z gardłem zupełnie zakorkowanym, no i tymczasem choremu chłopcu wbijają taką rurę w gardło, a chłopiec wyssie całą materię — co by pan na to powiedział?
— Hm! — namyślał się Crandall. — Ja raz gdzieś o podobnym wypadku słyszałem, ale to był doktor. Zrobił to dla kobiety.
— Ale to nie była żadna kobieta. To był tylko chłopiec!
— Tym piękniej. Jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie człowiek może zrobić. Ale dlaczego o to pytasz?
— Nie, tak sobie; słyszałem o jednym chłopcu, który to zrobił.
— O, to z niego dzielny chłop.
— A czy pan by się tego spietrał?
— Myślę sobie! Każdy by się spietrał. Cóż za przyjemność ni stąd, ni zowąd umierać, jakby nigdy nic, na dyfteryt...
— No, to żebyście sobie wiedz... A bod... Słuchaj!