— Jednakże ja miałbym pewne wątpliwości — oto wszystko. Im lepiej poznaję chłopców, tym trudniej przychodzi mi określić ich sposób myślenia. Ale bardzo bym się zdziwił, gdyby ten plan doszedł do skutku. To... to nie leży w charakterze szkoły. My faktycznie przygotowujemy ludzi do służby wojskowej.
— Moim obowiązkiem — w tym wypadku jest uczynić zadość życzeniom rady nadzorczej. Rada nadzorcza domaga się ochotniczego korpusu kadetów. I my im ten ochotniczy korpus kadetów damy. Zaznaczyłem jednakże, że szkoda byłoby wydawać pieniądze na mundury, zanim się należycie nie wyćwiczymy w musztrze. Generał Collinson przysłał nam pięćdziesiąt śmiercionośnych karabinów — nazywa je skróconymi Snidersami — wszystkie są zupełnie do użycia.
— O, tak, to jest konieczne w szkole, która w tak wielkich rozmiarach posługuje się pistoletami salonowymi — rzekł z uśmiechem wielebny John.
— Otóż — nie naraża nas to na żaden koszt — wyjąwszy stratę czasu sierżanta.
— Ale jeżeli jemu się nie uda, pan będzie skompromitowany.
— O, to się rozumie. Więc dziś po południu każę w korytarzu umieścić ogłoszenie, a...
— A ja zaczekam na rezultat.
*
— Panowie, proszę nie dotykać stojaków!
Sierżant Foxy szamotał się z podnieconym tłumem w sali gimnastycznej.