— Cockey, na co jest ten kurek? — zapytał Stalky.
— Do dostarczania gazu kuchniom — odpowiedział Cockey. — Jakby go w ten sposób przekręcić, panicze musieliby się uczyć przy świeczkach.
— Ale! — rzekł Stalky i zamyślił się, tak że milczał przez długą chwilę.
— Hallo! A co wy tu robicie?
Stali na zakręcie ścieżki, oko w oko z Tulke’em — pierwszym prefektem domu Kinga — przysadzistym, płowym chłopcem z rodzaju tych, którzy muszą zostać prefektami ze względu na ich zdolności, zostawszy nimi jednak nigdy nie mogą dać sobie rady i wciąż apelują o poparcie do rektora, bardziej gorliwi niż taktowni.
Trójka nie zwracała na niego uwagi. Mieli formalne pozwolenie na wyjście. Tulke powtórzył swe pytanie podniesionym głosem, bo Nr 5 nieraz dobrze mu nadokuczał i prefektowi zdawało się, że wreszcie złapał ich na gorącym uczynku.
— Ki diabli ci do tego? — odpowiedział Stalky z najsłodszym ze swych uśmiechów.
— Słuchaj no! Ja nie myślę... nie myślę — jąkał się Tulke — pozwalać na to, aby mi uczniowie piątej klasy odpowiadali klątwami!
— To wynoś się i zwołaj zebranie prefektów! — wtrącił M’Turk, znając słabą stronę Tulke’go.
Prefekt aż się dławił ze złości.