— Pewnie, że tak! Ale wiecie co, chłopcy, to chyba nie student. On miał taką minę, jak gdyby mu się na płacz zbierało.
— My byśmy z pewnością nie płakali. Ano, spróbuj, czy któryś z nas się rozpłacze! — mówił M’Turk.
Mary wyszturchała ich wszystkich trzech po kolei.
Kiedy wreszcie wyszli z czerwonymi jak ogień uszami, Stalky oświadczył:
— Zdaje mi się, że z tej konferencji prefektów niewiele nam przyjdzie.
— A ja myślę inaczej! — odpowiedział Beetle. — Słuchaj. Jeżeli to on pocałował — a tak utrzymywać będziemy my — jest cynicznym, niemoralnym rozpustnikiem, a jego postępowanie musi się nazwać jawną nieprzyzwoitością. Confer orationes Regis furiosissimi, jak mnie złapał na czytaniu „Don Juana”.
— Nie ma co gadać, on ją pocałował! — wtrącił M’Turk. — Na samym środku ulicy. W czapce mundurowej na głowie.
— Godzina 3:57 po południu. Zapamiętajcie to sobie. Co chciałeś powiedzieć, Beetle?
— Otóż widzicie. On nie kłamie. Może powiedzieć, że to ona go pocałowała.
— A wtedy co będzie?