Po białych idzie Kremlu płytach.
Po serpentynach, syjenitach
Z pięciu generałami...
— To nie ma sensu. Weź co innego — rzekł Stalky.
— Zaczekaj chwilkę; ja wiem, co jest dalej! — M’Turk czytał przez ramię Beetle’a:
Co równocześnie, jak na złość.
Pozorów na to było dość!
Kichnąwszy, ze swych miękkich wstęg,
Złożonych niby chustki w pęk —
— Rany moje! Co za wyrok!