— Nie, prosz pampsora, nie zawsze.

— Jest to zwyczaj bardzo brzydki. Byłem przekonany, że przynajmniej mój dom jest od niego wolny. Przy całej opinii, jaką mam o tobie, nie przypuszczałem, abyś się kalał podobnym występkiem.

— Przecież w pożyczaniu pieniędzy nie ma nic złego?

— Nie myślę marnować drogiego czasu na prowadzenie z tobą dyskusji o moralności. Ile pożyczyłeś Corkranowi?

— Ja... ja nie wiem dobrze — odrzekł Beetle.

Niełatwa to rzecz zaimprowizować w jednej chwili całe przedsiębiorstwo.

— Mnie się zdaje, dwa szylingi i cztery szóstki — bąknął M’Turk, rzucając Beetle’owi pogardliwe spojrzenie.

W beznadziejnej sytuacji finansowej, w jakiej znajdowała się pracownia Nr 5, do takiej właśnie sumy rościli sobie pretensje Beetle i M’Turk, jako do należnego im działu z kwoty uzyskanej przez Stalky’ego przez zastawienie drugiej pary swoich spodni do wyjścia. Stalky przez pół roku odmawiał wydania tej sumy, twierdząc, że ona mu się należy jako wynagrodzenie za fatygę; swoją drogą wydał te pieniądze na wspólną ucztę z przyjaciółmi.

— Zapamiętajże sobie. Nie wolno ci w dalszym ciągu prowadzić swych lichwiarskich operacji. Powiadasz, dwa szylingi i cztery szóstki, Corkran?

Stalky, który nic nie powiedział, milczał w dalszym ciągu.