Ale w rzeczywistości — moje kochanie — był to krokodyl.

Krokodyl mrugnął jednym okiem — ot tak!

— Przepraszam cię — rzekł bardzo grzecznie malutki słoń — ale czyś przypadkiem nie widział krokodyla w tych zatraconych stronach?

Na to krokodyl mrugnął drugim okiem i dźwignął na wpół z mułu swój ogon; zaś malutki słoń cofnął się bardzo grzecznie, gdyż nie miał ochoty znowu dostać lania.

Ten obrazek przedstawia malutkiego słonia właśnie w tej chwili, gdy krokodyl szarpie go za nos. Malutki słoń jest ogromnie zdumiony i zdziwiony, a przy tym nos go boli. Odzywa się dlatego przez nos i powiada: „Puscaj! Ty mnie kalecys!”. Ciągnie mocno, ale krokodyl jeszcze mocniej. Pstrokaty wąż skalny, pyton, wije się w wodzie, śpiesząc z pomocą malutkiemu słoniowi. Czarny przedmiot to brzegi wielkiej, szarozielonej, mulistej rzeki Limpopo (nie wolno mi tych obrazków pomalować), a drzewo, pokręcone jak grajcarek81, z poplątanymi korzeniami i ośmioma liśćmi — to jedno z drzew ziejących zgniłą gorączką, które tam rosną.

Poniżej rysunek oddaje wiernie cienie zwierząt afrykańskich, podążających do afrykańskiej arki Noego82.

Są tam dwa lwy, dwa strusie, dwa woły, dwa wielbłądy oraz dwa inne stworzenia, co wyglądają jak szczury, a są królikami skalnymi. Wszystkie razem nic nie znaczą. Umieściłem je, bo wydawało mi się, że będą wyglądały ładnie. Wyglądałyby też znakomicie, gdyby było mi wolno je pomalować.

— Chodź no tu, mały — rzekł krokodyl. — Dlaczego pytasz o takie rzeczy?

— Przepraszam cię — odparł bardzo grzecznie malutki słoń — ale mój tata trzasnął mnie i moja mama grzmotnęła mnie, nie mówiąc już o moim smukłym wujaszku strusiu i o mojej dużej cioci żyrafie, która bije okrutnie mocno, i o mojej grubej cioci hipopotamicy, i o moim włochatym wujaszku pawianie ani o pstrokatym wężu skalnym, pytonie, który leży opodal na brzegu, ma łuszczasty, cepowaty ogon i wali silniej od wszystkich innych. Otóż, jeżeli ci to nie sprawi zbyt wielkiej nieprzyjemności, to nie chciałbym jeszcze raz dostać lania.