— Przepraszam cię — odparł malutki słoń — ale bynajmniej mnie to nie nęci84.

— A czy chciałbyś sprawić lanie komuś innemu?

— Oczywiście, bardzo chętnie — odpowiedział malutki słoń.

— No — rzekł pstrokaty wąż skalny, pyton — to przekonasz się, że twój nowy nos doskonale nadaje się do walenia.

— Bardzo dziękuję — odezwał się malutki słoń. — Zapamiętam to sobie. Powrócę teraz do moich kochanych krewnych i zobaczę, jak to pójdzie.

Ten obrazek przedstawia malutkiego słonia właśnie w tej chwili, gdy swą nową, długą trąbą zrywa banany z drzewa bananowego. Mnie się zdaje, że ten obrazek nie jest bardzo ładny, ale nie umiałem wykonać go lepiej, bo słonie i banany są bardzo trudne do rysowania. Prążkowane przedmioty za malutkim słoniem mają wyobrażać błotniste, grząskie okolice gdzieś w Afryce. Malutki słoń większą część swych czapek robił z mułu, który tam znajdował. Sądzę, że obrazek wyglądałby lepiej, gdyby drzewo bananowe pomalować na zielono, a malutkiego słonia na czerwono.

Malutki słoń wybrał się dlatego z powrotem do swoich; szedł na przełaj85 przez Afrykę, huśtając i wymachując swą trąbą. Gdy chciał owoców, to zrywał je z drzew, nie czekając jak dawniej, aż same spadną. Gdy chciał trawy, to zrywał ją z ziemi, nie przyklękając przy tym, jak to poprzednio zwykł czynić.

Gdy mu dokuczały muchy, to odłamywał gałązkę z drzewa i opędzał się nią przed nimi; kiedy przypiekało słońce, sporządzał sobie nową czapkę, chłodną i wygodną. Kiedy zaś podczas pochodu przez Afrykę poczuł się samotny, to nucił sobie na swej trąbie, a zgiełk z tego był większy, niż gdyby kilka orkiestr przygrywało na dętych instrumentach.

Umyślnie zboczył z drogi, aby odwiedzić grubego hipopotama (jednak ten nie był jego krewnym), i chcąc się upewnić, że pstrokaty wąż skalny, pyton, powiedział prawdę o jego trąbie, sprawił mu tęgie86 lanie. W wolnych chwilach zbierał łupiny z melonów, które był porozrzucał87, idąc ku rzece Limpopo, był bowiem grzecznym gruboskórcem i wiedział, co wypada.